czekanie

Siedzę w ławce z moimi dwiema córkami- najstarszą i najmłodszą.

Młody ksiądz zwołuje dzieci blisko ołtarza i zaczyna z nimi rozmowę adwentową, w której powtarzają się dwa czasowniki: czuwać i czekać.
– A wy na co najbardziej czekacie? – pyta maluchy.
Pewien chłopczyk podnosi paluszki w górę i za chwilę zwierza się do mikrofonu.
– Ja czekam zawsze jak brat wraca ze studiów .
W tym momencie wszystkie trzy spoglądamy na siebie figlarnie i wymieniamy motyle uśmiechu.

Tak.
Dokładnie tak.
Znamy to czekanie.
Mała główka Laury opiera się o moje ramię.
A ja – odłączona już od toku dalszej rozmowy między księdzem a dziećmi – rozmyślam.
Bo oczekiwanie na Alę stało się dla nas stanem permanentnym jak oddychanie. Czekamy cały tydzień na te dwa dni, gdy przyjeżdża ze studiów.
Pracuję, robię zakupy, jem, śpię, piszę, rozmawiam, gram na scenie, sprawdzam uczniowskie prace, sprzątam, gotuję, czytam książkę i…wciąż czekam na moją córkę.
‌Wszystko jest przesiąknięte tym czekaniem. Zupełnie jak rosa rankiem zrasza wszystko aż po brzegi horyzontu.

‌ Kto kiedykolwiek kogoś kochał. Kto kiedykolwiek za kimś tęsknił, wie czym jest adwent.
‌I jak ja zna rozkosz wychodzenia na przeciw kochanej osobie.
‌ Bo – zmęczona po całym tygodniu pracy i porannych pobudek- z radością wstaję sobotnim świtem, by pojechać do miasta odebrać z busa wracającą córkę.
A przy okazji odwiedzam Jego – na mszy o 7 rano.
‌I sama czasem nie wiem do kogo bardziej biegnę . Do niej czy do Niego.

* * *

‌Tym właśnie jest adwent.
‌Czekaniem, którym stajesz się cały.
‌I radością wybiegania na przeciw. Pragnieniem, ktore dodaje ci skrzydeł, choć jesteś obciążony, śpiący i zniechęcony czasem.
‌Nic wtedy nie jest zbyt wcześnie, zbyt ciężko czy ponad siły.

‌Wystarczy kochać. A potem pozwolić tęsknocie skroplić się w kielichu serca.
‌Nic więcej.

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na czekanie

  1. Rivulet pisze:

    Jeszcze kilkanaście lat temu płakałabym z żalu czytając ten tekst.
    A teraz mam nadzieję, że też tak będę czekać na swoich i nigdy ich nie odtrącę.

  2. ruttka pisze:

    czułaś się odrzucona Riv?

  3. Rivulet pisze:

    Tak, można mieszkać w jednym mieszkaniu i czuć się jak sierota, na którą nikt nie czeka.

  4. ruttka pisze:

    Przykre to Riv? Ale piękne jest to, że mimo trudnej przeszłości umiesz zbudować ciepły dom swoim dzieciom. To wielka sztuka – być uderzonym i nie przekazać tego dalej. Zatrzymać na sobie jak lawinę kamieni.

    • mamapiąteczki pisze:

      tak właśnie staram się budować i ja… pomimo trudnej przeszłości Dom moich dziecięcych marzeń… Dlatego tak lubię do Ciebie zaglądać, podpatrywać i uczyć się. Ściskam Was

      • ruttka pisze:

        Ktoś mi jakiś czas temu powiedział mamo piąteczki: Może na tym właśnie polega świętość- zatrzymać na sobie zło przeszłości i nie przekazać go dalej.
        To ogromnie trudne, ale i Ty i wielu innych udowadniacie, że możliwe.
        Jezus tak właśnie żył.
        Dziękuje, że nas odwiedzasz ?

  5. Pięknie, jak zwykle. I prawdziwie. Nie dziwię się, że Ala chce wracać. Ja też chcę❤
    Pozdrowienia dla Ślicznotek. Wszystkich trzech. I dla Ciebie oczywiscie?

  6. ruttka pisze:

    a dla Ciebie uśmiech od mnie?

  7. kawusiowa pisze:

    A ja czekam na rekolekcje ignacjańskie ?

    I tak po cichu zazdroszczę wam własnych domów i głębokich relacji ?

  8. ruttka pisze:

    Pierwsza myśl jaka mi przyszła, gdy przeczytałam Twoje słowa, z perspektywy nieprzespanej nocy, gdy martwiłam się o zdrowie ukochanej osoby:
    za głębokie relacje płaci się wysoką cenę.

  9. Ama pisze:

    A ja sobie uświadomiłam po tym wpisie, jak moja Mamusia tęskni za mną… Ale zawsze mówi, że moja własna rodzina jest ważniejsza…

  10. ruttka pisze:

    Uświadamiamy sobie różne rzeczy, gdy stajemy po drugiej stronie albo w cudzych butach. Ja teraz też bardziej rozumiem moich rodziców i czym był dla nich mój wyjazd.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *