prozaiczny dywanik

Kiedyś chyba obiecałam Agai post o łazienkowym dywaniku:)
Minął już chyba rok, ale za każdym razem, gdy stąpam po nim, przypomina mi się Agaja.

Będzie to więc na poły poetycka opowieść o prozie życia…


… czyli zakładka z młotka do książki:)
( patent mojego syna)

* * *

Dywanik, jak wiele przedmiotów, które dziś tworzą nasz dom, był prezentem od przyjaciela.
Ksawery pewnego dnia przywiózł go w bagażniku. Wcześniej dywanik leżał w łazience Ksawerego, ale przyjaciel kupił sobie taki sam, tylko ciemniejszy, a dwa to jednak za dużo w małym pomieszczeniu.
Nie do końca byłam przekonana co do funkcjonalności takiego długowłosego „cosia” na podłodze łazienki. Tym bardziej, że przez łazienkę wiedzie u nas szlak do kotłowni, a jak wiadomo w kotłowni jest i drewno i węgiel i popiół, czyli wszystko, co mogłoby skalać żywot takiego szlachetnego dywanika. Bardziej go więc „widziałam” w sypialni lub salonie.
Niemniej uległam w końcu namowom dzieci i zapewnieniom mężulka, że dywanikowi nic nie będzie, a „w nóżki mamo będzie tak miło”.
I rzeczywiście – okazało się że stanięcie po kąpieli na miękkiej szarej sierści – jest argumentem nie do podważenia. A dywanik – mimo sąsiedztwa pieca co. – nie stał się podobny do Kopciuszka z bajki.
Nadal był szary, przytulny i bez śladu zniszczeń.
Lecz pewnego dnia zabrałam się za bardziej gruntowne porządki, bo nie można tygodniami żyć, łudząc się myślą, że skoro dom jest nowy, wystarczy tylko czasem dmuchnąć, by kurz sam się ulotnił.

I jakież było moje zdumienie, gdy dywanik powiesiłam na rurce zamontowanej między dwiema sosnami, a spomiędzy jego kłaczków zaczęły się wysypywać wiórki drewna, drobiny popiołu, trociny, a nawet drobne patyczki i liście. Gromadziły się one i skutecznie ukrywały między długim włosiem mimo, że dywan był regularnie odkurzany, a teraz obfitym tumanem opadały na trawę i sypały mi się w oczy.
Z braku trzepaczki ( jeszcze takiego sprzętu nie otrzymaliśmy od żadnego z przyjaciół:) sękatym kijem zaczęłam okładać szare futerko. Potem zawołałam na pomoc syna i ten długo jeszcze wybijał dywanowi śmieci z głowy.

Dywanik nadal leży w łazience i puszy się do woli, lecz teraz nie dajemy się zwieść zewnętrznym pozorom jego czystości i regularnie dostaje łomot.

Kiedy po nim stąpam, myślę, że często tak bywa w naszym życiu, sercu, naszych relacjach i naszej głowie. Myślimy: ” Wygląda to dobrze, po co drążyć i dochodzić sedna. Wystarczy, że z wierzchu jest ok.”
A pewnego dnia stajemy zaskoczeni bałaganem, jaki zapanował pod powierzchnią spraw. I ręce nam opadają, bo już wiemy, że bez porządnego trzęsienia ziemi się nie obejdzie.

I nie będzie to trzęsienie ziemi dla dywanika, lecz dla nas.

Więc jeśli komuś naprawdę zależy na mądrości, nawet głupi dywanik nauczy go rozumu:)

PS. Mam nadzieję, że Ci się spodobała opowieść o dywaniku Agajo;)

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na prozaiczny dywanik

  1. Agaja pisze:

    Serdeczne dziękuję za opowieść o dywaniku.
    Spodobała się – i jakże prawdziwa!

    Umiesz patrzeć…

    Bardzo się wzruszyłam, że pamiętasz o mnie.

  2. ruttka pisze:

    Agajo, jakże Cię nie pamiętać? i dywanik i zakładka w brzozy i zawieszki na drzwiach szafy… wszystko mi Cię przypomina.

  3. Rivulet pisze:

    Bardzo ładna opowieść 🙂

  4. kawusiowa pisze:

    Kochana Ruttko, właśnie opowiadasz o czymś, co przeżywam 😘

  5. ruttka pisze:

    Trzęsienie ziemi Kawusiowa? To zawsze jest trudny czas, ale- tak zauważyłam już nie raz- tez czas wielkiej łaski. Spodziewaj się wiele 😊

  6. ruttka pisze:

    Niektóre historie są jak serpentyny. Wracają po wielokroć, ale za każdym razem coś nowego w nas rozwijają. Duch Święty pomoże Ci uporać się z tym kurzem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *