nienasycenie

Kiedy sadziłam ją z mężem była małym patykiem nieco rozgałęzionym u góry. Miała dziesięć, góra kilkanaście liści i długo nie mogła się zaaklimatyzować w nowym miejscu. Wielkie osiki wypijały jej całą wodę i zasłaniały słońce. W kolejnym sezonie trafiła na inne miejsce, a potem była jeszcze jedna przeprowadzka nim zapuściła na dobre korzenie.

Kiedy ją sadziłam, w marzeniach cicho rysowałam obrazek moich dzieci wspinających się po gałęziach i jedzących słodkie owoce.

I oto stoję przy niej, zadzieram głowę wysoko i sięgam po lśniące karminowe korale czereśni. Gdy trzeba sama wspinam się po rozgałęzieniu dwóch najgrubszych gałęzi i rwę owoce z samego szczytu stając niemal na palcach stóp.

Owoców jest co niemiara.  Dobre kilkadziesiąt kilo. Więc od dwóch tygodni żywimy się głównie czereśniami. Mój mąż znika kilka razy dziennie i wtedy wiem, że stoi pod drzewem. Wspinamy się wszyscy. Laurcia czasami używa w tym celu nowego członka rodziny – chłopaka naszej najstarszej córki.

Patrzę na roześmianą czeredę ukrytą między dużymi kłapciastymi liśćmi jak stado szpaków. Wszędzie pełno pestek i chichotu.

„Marzenia się spełniają”. – myślę oszołomiona sielskością widoku.

To najczęstszy refren mojego nowego życia tutaj.

„Trzeba tylko marzyć  prostą kreską, jak się maluje dziecięce obrazki i nie szukać ananasów tam, gdzie nie rosną. Trzeba tylko być cierpliwym i nie oczekiwać spełnienia bez wysiłku i czasu.”

 

Padało.

 Stoję w kaloszach i pidżamie pod mokrym drzewem. Przy każdym zerwanym owocu wzdłuż nadgarstka i dalej aż do łokcia toczą się zimne krople. Jest wieczór. Po niebie rozlewa się atrament nocy. Dzieciaki już dawno w łóżkach. A ja wyszłam, by zgasnąć razem z dniem. Rozpłynąć się w ciszy.

Jeszcze raz rozsmakować się w dojrzałym marzeniu.

Jestem pełna czereśniami i wszystkim czym można być pełnym na ziemi.

 

Ale… – waham się przez chwilę – wiem, że spełnienie nie jest tym samym co nasycenie.

Kropla wpadła znów do rękawa. Kilka spadło pomiędzy włosy.

Nic co tutaj dostanę nie nasyci mego  głodu. Oszuka go tylko na chwilę. Ale on powróci. Wiem. Zawsze wraca. Coraz potężniejszy i wezbrany jak wody potoku, któremu próbujesz zagrodzić drogę sypiąc zapory z piasku.

 

Sięgam po jeszcze jedną. I jeszcze. I jeszcze… Aż do nienasycenia.

 

 

Niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie ( św. Augustyn)

O ruttka

Szczęśliwa żona od 22 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *