zachwyt

 

Chodzimy po sadzie. Ja i mój syn. Ptaki śpiewają jedną ze swych wiosennych arii. Szaleńczo. Niemal łkając z radości.

Wszystko we mnie roztapia się jak wosk.

 To pewnie też sprawa słońca łaskoczącego czubek nosa i wplątującego złote nitki między rzęsy. To pewnie też kwestia zapachu ziemi. Mokrej, oddychającej z ulgą piersią uwolnioną z białego gorsetu śniegu. To zapewne ma związek także z pląsem wiotkich gałązek brzóz. I pewnie także z tym, że tak ramię w ramię idę sobie obok mojego wysokiego syna, który tak niedawno jeszcze wtulał się w zgięcie mojego łokcia jak małe kociątko.

Moje serce kapie roztopionym woskiem uczucia, które trudno nazwać w ludzkim dialekcie.

– Wiesz – mówię do syna – cieszę się, że nie znam nazw tych ptaków, które tak śpiewają. Że nie wiem czy to pieśń godowa, lęgowa czy sygnał ostrzegawczy. Że słysząc ten cały chór nie włącza mi się program analizy w mózgu. Pewnie wujek Max jako ornitolog nie słyszy już po prostu śpiewu ptaków. I jego serce nie cieszy się tymi wszystkimi odgłosami.

– Tak. On wszystko analizuje jako specjalista. – potwierdza moją intuicję syn.

– I cieszę się – dodaję mężowi już przy porannej kawie – że nie odróżniam jak ty niuansów w muzyce.

Ja po prostu słyszę piosenkę i cieszę się nią. Słyszę muzykę i ona wlewa się w moje wnętrze. Nie jest dla mnie istotne czy było pół tonu wyżej czy niżej.

Nie odróżniam też obrazów kiczowatych od arcydzieł. Po prostu jedne do mnie przemawiają a inne nie. Linia poszukująca i odpowiednia faktura nie ma na to wpływu.

 

 

Jestem specjalistą w zupełnie innej dziedzinie. Specjalistą od Boga:)

 Ale to bezpieczna specjalizacja, bo przy odrobinie pokory szybko rozumiesz, że twój przedmiot badań zawsze będzie niedościgniony twym rozumem, niepojęty zmysłami, nieujęty w pojęcia, niemierzalny, nie dający się rozrysować  w schematy. Nigdy nie możesz powiedzieć – poznałem Go na wylot i wiem o Nim wszystko. Wciąż i wciąż jesteś zaskakiwany jak dziecko. Więc,  gdy myślisz o Nim, słuchasz Go, mówisz do Niego, dotykasz, twoje serce roztapia się jak wosk w zachwycie, który nie zna słów na tej ziemi.

 

Takiego poznania Boga życzę Wam i sobie w te święta i na całe życie. Odbierającego mowę  zachwytu Marii Magdaleny, gdy padła przed Zmartwychwstałym w tamten poranek.

 

                                                                                                                                     – z uśmiechem  Rut

 

 

 

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *