pokusa bezdroży

 

Wracamy od przyjaciół. Noc. Przed nami długa droga. Jej kraniec tonie w ciemności i gdyby nie rzędy świateł po obu stronach, trudno byłoby określić dokładnie gdzie droga, a gdzie bezdroże się zaczyna.

Podobny obraz

Małe punkty przed nami układają się w jasny szlak prowadzący do domu. Można je oczywiście zignorować; kusi myśl, że to nudne podążać wyznaczoną trasą; ściany lasu po prawej i lewej obiecują lepszą przygodę, czerń poboczy ma coś z mocy magnesu.

Można posłuchać szeptu bezdroży. Nie ma tam zasieków ni wysokiego płotu wzbraniającego wstępu.

Można. I przecież posłuchaliśmy w życiu nie raz. Nikt nie zatrzymywał. Nie szarpał za ramię. Jasne punkty wyznaczające drogę do domu milczały nienachalnie.

I poszliśmy. Nie raz. Nie dwa.

I szybko lub dużo później, poszarpani na strzępy, szukaliśmy w gąszczu nocy choć jednej iskry.

Jesteśmy dramatycznie wolni w wyborze drogi. I to czasem nasza największa katastrofa.

Ile razy musiałam zbłądzić by nauczyć się mądrości? – myślę wpatrzona w ciąg świateł przede mną.

Ile razy jeszcze pobłądzę, nim wrócę do domu.

 

„Twoje słowo jest światłem dla moich stóp i lampą na mojej ścieżce”. Psalm 119.

 

 

O ruttka

Szczęśliwa żona od 22 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *