woda

– Idź jeszcze przynieś mi wody – mówię mojemu uczniowi, a język przywiera mi do podniebienia.

Wypiłam już tyle wody i wciąż pragnę. Zdziwiony uczeń idzie z butelką po wodę.

Przynosi, piję łapczywie i znów proszę:

 – Przynieś jeszcze.

I tak nieustannie. Scena powtarza się wielokrotnie.

„Chyba umieram.” – myślę z niepokojem.

„Jeśli nie wezmę odrobiny soli, umrę, bo wypłuczę sód z organizmu” – z niepokojem, ale nadzwyczaj trzeźwo myślę dalej.

Uczeń donosi wodę. Ja piję. Nie mogę się powstrzymać. Pragnienie wzmaga się coraz bardziej. Chłopiec za wolno chodzi. Woda za późno dociera do moich ust. Słabnę coraz bardziej.

 

Wtedy się budzę i przypominam sobie, że jestem u teściów, śpię z głową przy grzejniku i… naprawdę chce mi się pić. Sięgam po kubek. Piję. Tym razem skutecznie.

Przewaga kilku łyków prawdziwej wody nad litrami wody iluzorycznej.

 stock-photo-44547808-glass-of-water-on-nature-background

Czasem nam się tylko wydaje, że zaspokajamy pragnienie. Błogosławieństwem jest przebudzić się, nim umrzemy naprawdę.

 

 

 

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *