droga ( moje świadectwo)

 

Takie rzeczy dzieją się po prostu same. Przynajmniej tak to wygląda.

Zbieg okoliczności goni zbiega okoliczności, przypadki układają się w logiczne ciągi i nagle stajesz zaskoczony tuż przed bramą, do której nie zdążałeś. Ba, której unikałeś.

Wyobrażam sobie nasze życie jako siatkę dróg. My oczywiście z własnej, nieprzymuszonej woli wybralibyśmy te najlepiej zapowiadające się, gładkie i z pięknymi widokami po obu stronach. Są jednak czyjeś dłonie, które delikatnie zagradzając nam tu i tam drogę naprowadzają nas na ten przeznaczony nam szlak. Są też swego rodzaju „zanęty”, które skłaniają nas do wyboru dróg trudniejszych, a jednak wartych zachodu.

Wiele razy w życiu spotkałam i zapory na drodze i przynęty. Oczywiście, to „prowadzenie” zaczynasz rozumieć dopiero wiele lat potem. A pewnych zdarzeń nie zrozumiesz nigdy. Nigdy tutaj. I trzeba się na to pokornie zgodzić.

Bóg konsekwentnie zagradzał mi drogi, które nie były dla mnie. Czasem brutalnie zatrzymywał na ścianie. Po wściekaniu się i zgrzytaniu zębami, próbowaniu walenia głową w mur, w końcu dawałam się przekonać do zmiany kierunku. Tak było z moimi studiami, moim małżeństwem, moim miejscem na ziemi, moją pracą. Na tę ostatnią wciąż jeszcze – przy gorszych dniach – zdarza mi się „zgrzytać”.

Prowadzenie.

Tak mogę to nazwać. Jestem prowadzona.

Kiedyś poprosiłam Go o to jako nastolatka. By mnie poprowadził zgodnie ze swoim odwiecznym planem, nawet wbrew mnie samej, moim pomysłom, fochom, furiom, dąsom.

„Nie pozwól mi nigdy odpaść od Ciebie, nawet wbrew mnie samej”

Wiele razy w życiu powtarzałam tę krótką modlitwę. On usłyszał i prowadzi. Drogą niełatwą, nie wyściełaną atłasem, nie obsypaną płatkami kwiatów, ani popularną czy modną, ani dającą bogactwo czy sławę. Nic z tych rzeczy. A mimo to drogą, której nie zamieniłabym na inną, z jej zawirowaniami, z rozbitą nieraz głową i mokrą od łez poduszką. Drogą pełną pokoju, a nie zguby.

Na tej drodze, po czterdziestu latach spotkałam Ją.

Takie rzeczy – jak napisałam na początku –  dzieją się same. Zostałam do Niej przyprowadzona. Tysiącem dróg i ścieżek, plątaniną traktów i nićmi szlaków. Prosto do Niej. Teraz wiem, że nic nie było przypadkowe w moim wędrowaniu przez życie.

Stoję zaskoczona przed Bramą Niebios, która ma na imię Maryja. Której nie chciałam. Ba, którą omijałam zawsze szerokim łukiem.

 

cdn.

 

 

O ruttka

Szczęśliwa żona od 22 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *