kolorowy pasiak

 

Sprzątałam z dziewczynkami strych i znalazłam chodnik-pasiak. Dokładnie taki, jakie tkała Babcia Rubaszna.

Nigdy nie widziałam jak to robiła, ale wiedziałam, że robi, bo wciąż na ich starych podłogach pojawiały się nowe cudeńka.

Krosno zobaczyłam dużo dużo później, gdy zjedzone przez korniki rozlatywało się na drobne elementy. Ktoś mi tłumaczył zasadę jego działania i to jak istotna jest solidna osnowa. To te drobne niteczki, prawie niewidoczne potem w całości tkaniny, a jednak utrzymujące ją przez lata w jednym kawałku. Muszą być mocne. Reszta chodnika to stare ubrania, czasem zwykłe szmaty pocięte na paski. Nie muszą być najlepszej jakości.

Znaleziony na strychu pasiak rozchodzi się z jednego końca. Przerwane nitki osnowy nie utrzymują skrawków materiału i chodnik „rozłazi się w rękach”.

Osnowa.

Jeśli osnową naszego życia jest Bóg, ostatecznie nic „nie rozlezie nam się w rękach”.

Mimo, że to co składa się na nasze życie to czasem zwykłe szmaty, niedoskonałości, ułomność. Mimo upływu lat niewidzialne nici będą spajały nasze dni w logiczną, piękną całość.

Babcia Rubaszna z trudnością czytała, niewiele znała świat, naukę traktowała jak cyrkowe sztuczki, ale umiała cieszyć się życiem, śmiać się do niego, pracować i odpoczywać, biec i zatrzymać się, niedojadać i rozkoszować się lodami jak dziecko. Umiała też tkać piękne solidne chodniki pasiaki. Z byle czego. I umiała coś jeszcze.

W mej pamięci utkała obrazek, który nigdy się nie zatrze. Tkała go w każde wakacje. Wystawiałam rano głowę z łóżka w wałkierzu i widziałam jak każdego dnia ona i dziadek klękali przed obrazem i odmawiali różaniec. Codziennie dbała o mocną osnowę swego życia. Reszta była zwyczajna, ludzka, czasem ułomna, ale Niewidzialna Obecność była gęsto przetkana ściegiem między barwami życia.

Może także dzięki moim babciom i dziadkowi nigdy nie porzuciłam modlitwy. Czasem, w tych najgorszych momentach życia, modlitwy jak martwa litera wypowiadanej suchymi od bólu wargami, ale zawsze modlitwy. Czasem modlitwy – wyrzutu, modlitwy-gniewu, modlitwy-buntu. I nawet to zostało przyjęte. Jeśli dziś moje życie jest jednym kawałkiem to tylko dlatego.

 

Gdzieś przeczytałam: „Nigdy nie przerywaj rozmowy z Bogiem”. To chyba św. Charbel.

Nigdy. Nigdy nie przerywaj nici osnowy.

 

 

 

O ruttka

Szczęśliwa żona od 22 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *