pytania ze środka ogrodu

 

Jest taki etap wiosny kiedy chodzę po mojej działce i oglądam pączki drzew i krzewów. Dotykam gałązek, sprawdzam rany.

– Ten chyba przemarzł. – mówi mój mąż pochylony nad młodym krzakiem agrestu.

Dotykam po kolei ciemne oczka na gałęziach, przesuwam je w palcach jak paciorki różańca. W skupieniu. Zupełnie jak lekarz w ciszy bada puls chorego.

– Nie, wydaje mi się, że są chłodne. Chyba żyje. – stawiam diagnozę, choć z pewnym wahaniem, bo inne agresty już kipią zielenią.

Najpóźniej ożywają paulownie. To już wiem, więc nie niepokoi mnie pozorna martwota ich nagich gałęzi. Trzeba poczekać, choć gdy czekanie się przedłuża, podchodzę do drzew coraz częściej, gładzę korę, wsłuchuję się w tętno.

Tamaryszek też wygląda jak martwy. Gęsto ułożone drobne pączki długo nie zdradzają wewnętrznego stanu krzewu. Ale pewnego dnia z szarych zaczynają robić się różowawe. Trzeba dobrze się przyjrzeć, by dostrzec ten drobny niuans w zmianie barwy.

Martwi mnie też młoda brzoza. Kwitła na niektórych gałęziach, na innych pojawiły się zielone żagle liści, ale reszta wygląda jak żałośnie rozczochrane suche włosy.

Bo zawiązki liści nie zawsze świadczą o życiu. Czasem to jest ostatni wysiłek przed agonią. Też już to widziałam nie raz. Czasem umierająca roślina wypuszcza jeszcze ostatni rachityczny kwiat, bo wie, że jedyną szansą na przeżycie jest przekazanie go w owoc.

 

Chodzę więc po mojej działce, domorosły ogrodnik , i pytam o życie i śmierć.

Ostatecznie, gdy nie ma pewności, a i cierpliwość się kończy, robię ostatni test. Trzeba złamać jedną gałąź, koniec drugiej, trzecią, kolejną… Wyczuć siłę oporu, wsłuchać się w ton trzaśnięcia, w końcu zajrzeć w głąb. Znaleźć tam lub nie znaleźć małą zieloną plamkę żywej tkanki.

Po tym teście wiem już, że jedna z hortensji umarła. Poczekam jeszcze, bo nadzieja umiera ostatnia, a jeśli korzeń był silny zdarza się cud wskrzeszenia.

 

Są takie chwile w życiu kiedy dotykam myślą ludzi obok i samej siebie.

Patrzę, wsłuchuję się, martwię, pytam: żyjemy jeszcze czy już umarliśmy? Szukam śladu żywej tkanki na dnie spojrzenia, myśli, słowa, gestu, serca.

 

Łamię siebie w spowiedzi. Jedną, drugą, trzecią gałąź…

Nie znam boleśniejszej i bardziej skutecznej metody, by upewnić się czy nie jestem trupem.

 

 

 

 

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *