ratowanie wieczności

 

W nas ludziach jest tak silne pragnienie nieśmiertelności, że usiłujemy nawet unieśmiertelniać rzeczy wokół nas.

Wyrywamy czasowi z zębów stare sztachety, garnki, okiennice, budynki, stare odmiany jabłoni i grusz, wyszarpujemy mu zetlałe zdjęcia, książki, dokumenty, spisujemy wspomnienia. Każde zwycięstwo nad czasem jest zwycięstwem wieczności, którą nosimy pod skórą.

Pokazujemy czemuś, co nas zmienia, okalecza i prowadzi ku śmierci jak jego łupy są pozorne i kto tu naprawdę rządzi.

 

Mój mąż ze szlifierką w ręku, jego dłuto skuwające stare płaty farby, pędzel w jego ręku, równe spokojne pociągnięcia nim. Broń, którą zwycięża się czas i pokazuje mu jego miejsce.

Odnawiamy stare okiennice z domu Babci Niebieskiej. Oczywiście są niebieskie, oczywiście drewniane i stare, przedwojenne jeszcze. Bez śladu gwoździa, zbijane na drewniane kołeczki. Majstersztyk. Szlifujemy je, docieramy do samego wnętrza. Arterie słoi sosnowego drewna wciąż pachną żywicą. W starych deskach budzi się las.

Odcinamy metalowe zawiasy. Prawdziwa kowalska robota. Ręcznie kute wyglądają jak ptaki z rozłożonymi skrzydłami. Niby wszystkie podobne, a każdy inny.

– Schowam je. – mówię, ważąc w dłoni metalowe cacka – Coś z nich wymyślę.

Nawet małe metalowe zaszczepki i kółeczka do nich odkładam na półkę. Nie pozwolę im odejść w niebyt.

Potem okiennice malujemy na nasz kolor. Będą zielone, z białymi rameczkami w środku. Inne – nasze, bo tworzymy własną historię, a jednak wciąż jej, Babci Niebieskiej, bo wszystkie nasze historie budujemy na fundamencie z życia tych, którzy przed nami. Dlatego pozwalamy niebieskiej barwie pozostać w żlebach słoi. Każdemu, kto zapyta o ten błękit, opowiemy o Babci Niebieskiej.

– Cieszysz się, prawda? – pytam ją w myśli za każdym razem, gdy uda nam się coś ocalić od zapomnienia, a wraz z tym czymś ocalonym potwierdzić ważność jej życia, losu i jej „non omnis moriar”.

Prawie widzę jak się uśmiecha.

Przymocujemy okiennice po obu stronach szklanych drzwi, będą znów wizytówką tego domu i przetrwają kolejne dziesięciolecia na przekór porywistemu prądowi czasu.

Nie zmiecie tak łatwo ani nas, ani tego, co oddane w naszą pieczę.

Bo tylko z pozoru jesteśmy jak suche liście gnane potężną wichurą. Bo tylko z pozoru jesteśmy drobiny piasku niesione nurtem rzeki. Prawda jest taka, że stawiamy opór i że przegrana tutaj walka nigdy nie jest naszą ostateczną klęską.

Babcia Niebieska uśmiecha się. Ona już zna całą prawdę o nas i o czasie. Za progiem śmierci my trwamy, on – milknie.

 

Pociągnięciami pędzla, dotykiem dłuta, ratowaniem tego, co zniszczalne dajemy mu już dziś lekcję pokory.

 

 

 

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *