wstrząs

 

Nie wiem dlaczego tego dnia wysunął się pas, choć nigdy w czasie upału się nie wysuwa. Taki defekt. Mechanik nic nie umiał z tym zrobić.

I dlaczego ten pas w ogóle zapięłam, skoro na tej trasie go nie zapinam.

Nie wiem też kiedy i dlaczego przypomniałam Ali, by też się zapięła.

Ludzie nazywają to przypadkiem, ja nazywam to Opatrznością.

Nie wiem dlaczego to auto przede mną jechało tak dziwnie. Coś mnie tknęło, by nie ufać za bardzo, ale przecież się spieszyłam. Był już prawie wieczór, wciąż opływający strugami upału, a córka potrzebowała polnych kwiatów do ołtarza na Boże Ciało. Koniecznie polnych, bo ołtarz prosty, harcerski, nie pasują do niego arystokratyczne róże ani nadęte piwonie z ogrodu. Byłam zmęczona. Niespełna godzinę wcześniej wróciłam z całodniowej wycieczki z moją klasą.

Dlatego postanowiłam wyprzedzać dziwnie wahający się przede mną samochód. Kierunkowskaz i przyspieszenie. Wtedy bez sygnału, zajechał mi drogę. Ułamki sekundy. Szybki skręt kierownicą, uderzenie, szarpnięcie i nagła nieruchomość wszystkiego.

Nie wiem dlaczego nic nam się nie stało. Nawet jednego draśnięcia, tylko drżenie całego ciała z przerażenia i szoku.

Sprawca wypadku przyznał się do błędu, zapytał przerażony czy wezwę policję.

– Nie – odpowiedziałam automatycznie.

Ucieszył się, zaproponował odszkodowanie. Zadzwoniłam po męża, choć dłonie mi tak drżały, że z trudem odblokowałam komórkę. Przyjechał i załatwił wszystko, a ja wróciłam do domu. Powoli, rozbitym autem, a sama – bardziej w jednym kawałku niż kilka chwil przed wypadkiem.

Czasem się rozpadam. Ze zmęczenia, stresu i czegoś jeszcze, co trudno nawet nazwać.

I nagle zdarza się takie coś jak ten wypadek, który wstrząsa wszystkim i to wszystko wraca na właściwe miejsca. Jak w tej dziecięcej zabawce temperówce, gdzie pod przeźroczystą kopułką były otworki i małe kuleczki. Tylko odpowiedni wstrząs umieszczał kulki na właściwych miejscach.

Wszystkie sensy się odnajdują, wiadomo już co, jak, po co, kiedy i dlaczego.

 

A najbardziej wiadomo, że nie jesteś sam z tym wszystkim, co nazywa się istnieniem.

 

Ludzie nazywają to przypadkiem, ja nazywam to inaczej:)

 

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *