esencja słów

 

Siedzimy z mężulkiem przy kuchennym stole. Czytam książkę kątem oka. Ukradkiem między wersami rozmawiamy.

Wchodzi nasz syn. Staje przy blacie, bierze łyk herbaty i mówi:

– Mam zły dzień. Nic mi dziś nie wychodzi. Pociesza mnie tylko jedno – wymyśliłem nowy wynalazek.

Od razu podnoszę wzrok znad książki.

Już dawno nie słyszałam tak mocnej esencji słów. Trzy krótkie zdania, a tyle treści. Bez opatrunków z bawełny, bez półtonów i rozcieńczania czerni i bieli. Zawiesistość godna dobrego sosu, takiego co to w nim łyżka staje. Prostota określeń, synteza do absolutnego minimum.

Spośród nas tylko nasz syn potrafi tego dokonać. W jednej wypowiedzi dotknąć dna i odbiwszy się wyskoczyć nad wodę jak delfin.

 

W chwilę potem kreśli na kartce swój projekt, przenosząc go ze świata wyobraźni w rzeczywistość kuchni, stołu z obrusem w kratę i brzoskwiniowego światła spływającego z góry.

– Tak, to możliwe. – recenzuje mężulek przychylnie.

Błysk satysfakcji jak flesz na chwilę rozświetla twarz chłopca.

I dzień uratowany:)

 

Jaki piękny syn mi się przytrafił.

 

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *