Są takie przedmioty, które się niszczą trochę szybciej niż inne. Ich losy są krótkie i burzliwe jak piana z mydła lub pasty do zębów.
Zużyła nam się szczotka do sedesu. Kupiliśmy nową w pięknym jasno-zielonym kolorze. Ten kolor szczególnie zwrócił czyjąś uwagę, bo oto do łazienki wchodzi Lala. Szczęśliwa jak kępka czterolistnej koniczyny. Z głośnym cmoknięciem wyciąga z buzi jabłkowy lizak i mówi:
– Zobac mamo, mam taki sam lizak jak NOWA SCOTKA DO SEDESU.
Zupełnie taki sam:)
– Kto wyrzucił moją szczoteczkę do zębów do kosza?! – zadaje pytanie zgorszona odkryciem śmietnikowym Nusia.
– Ja nie. – odpowiadam zgodnie z prawdą.
– Ja!!! – wykrzykuje entuzjastycznie Lala i natychmiast swój czyn uzasadnia – Bo była taka LOZCOCHLANA.
Przyganiał kocioł garnkowi. Co do własnego rozczochrania Laurka nie ma nigdy zastrzeżeń:)
Zużywają się przedmioty. Zużywamy się i my. Mnie np. zużył się prawy staw barkowy i chwilami miewam problem z utrzymaniem filiżanki z kawą. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo staw stał się świetnym barometrem przewidującym opady:) Drugie życie stawu – rzec by można:)
Taka jest różnica między nami a przedmiotami : my – nawet zużyci – wciąż do czegoś się nadajemy.
