Jutro wraca Alusia.
Po dwutygodniowym obozie harcerskim w lesie. Daleko, daleko stąd. Bardzo czekamy i mamy wrażenie jakby minęły dekady bez niej. Ale ona pobędzie tylko dziesięć dni i znowu wyrusza. Chwilę potem wyjeżdża Dusio. Wrócą pod koniec wakacji. Z nami zostają tylko Nusia i Laurka.
Tylko.
Wiem, że dla niektórych to niewyobrażalne mieć więcej niż jedno dziecko, a życie z dwójką kojarzą jako niekończące się trzęsienie ziemi. Nam jednak trudno jest funkcjonować w tak okrojonym składzie.
Musimy się pogodzić z Misiem, że weszliśmy w nową fazę życia – dzieci wylatujących z gniazda. To na razie krótkie loty kontrolne, pierwsze rozkładanie nieporadnych skrzydeł, lecz i one wiążą się z dziwną pustką, do której trudno przywyknąć.
Na szczęście bujny charakter Laurki częściowo rekompensuje nadmiar ciszy, porządku i miejsca. Doświadczenie wychowania trójki dzieci przed nią czasami nie ma zastosowania. To truizm, ale każdy naprawdę jest inny i wyjątkowy.
Nie zawsze da się wykorzystać te same narzędzia przy obróbce dębu i lipy. Gięcie, które sprawdza się przy wierzbie, nie będzie skuteczne przy gałęziach jabłoni. Metody, które uformowały nasze starsze dzieci, u Lali przynoszą marne efekty. Jesteśmy więc jednocześnie doświadczonymi rodzicami dzieci nastoletnich i bywamy sobie chwilami nieopierzonymi mamą i tatą czterolatka. Prowadzimy poważne rozmowy o życiu, by w chwilę potem zagłębić się w prywatne życie Świnki Peppy. Jesteśmy mistrzami i gapiowatymi czeladnikami jednocześnie.
Ma to swoje plusy.
Z Alą mogę wymieniać się garderobą ( wciąż nie tyję:), a idąc z Laurką za rękę uchodzę za młodą mamę. Gorzej odwrotnie: nie ponoszę ciuszków Laury i nie odejmę sobie lat spacerując z Alusią:) Coś za coś.
Tymczasem Ala wraca. Czekają niespodzianki hand made:) Zrobię misia z budyniu.
Alusia wraca!!!
