Lato, kapryśne, bo kapryśne, ale zawsze lato.
Lato rozcierające nam po twarzach „brązik” opalenizny i znaczące te bardziej odstające części ciała zadrapaniami, siniakami i strupkami – nieodzownymi przy bliskich kontaktach z naturą, jakie wznowiliśmy tuż po stopnieniu śniegu. Nieuniknionymi przy takiej ilości odstających części ciała, jakimi dysponują chudzielcy jak my:)
Laurka celebruje świeżą kontuzję obdartego kolanka.
Wśród wielu środków leczących jeden okazuje się mieć wpływ cudowny.
– Hmmm. – rozkoszuje się trzylatka przechylając raz po raz kubek i mocząc w nim koralowe usta.
– Ta helbata dociela do kolana i psestaje boleć. – dzieli się równie świeżymi jak rana doznaniami.
Herbata dociera do kolana:)
Ciekawy przewód pokarmowy ma nasza najmłodsza pociecha.
