twardy dotyk drewna

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


– Tato, masz nowennę do Charbela?
– pyta półgłosem poważny syn.

– Mam. – odpowiada Miś i wraz z
Rut zaczynają szperać na parapecie między książkami.

– Tutaj. Z tyłu. – pokazuje tata
podsuwając Dusiowi książkę o świętym.

Syn bierze i wychodzi do swego
pokoju. Rodzice nic nie mówią, choć ich twarze wyrażają więcej niż słowa.

– Pewnie będzie się modlił o zdrowie
Laurki. – szepce Rut już w kuchni swe domniemanie.

                                        *                  *                      *

Bo, żeby tradycji stało się
zadość, dokładnie na tydzień przed wigilią, wirus zagościł w naszym domu.
Rotawirus, a wraz z nim niemiła wizja szpitala i kroplówek, bo malutka szybko
się odwadniała.

Na szczęście udało się.

Gdy pisałam niedawno, że jest
trudno, sądziłam, że osiągnęliśmy apogeum i będzie już tylko z górki. Nie było
i – choć wchodzimy już w czas bardzo przedświąteczny – wciąż nie jest.

Ogromny stres w pracy,
niekompetencja i ludzka głupota, zmartwienie chorobą córeczki, zbyt wiele spraw
na głowie i jeszcze halny, który ponoć gdzieś tam duje i jeszcze dojmujący brak
słońca. Czuję bardziej dotkliwie niż zwykle każdy słój drewna, z którego zrobiony jest mój krzyż.

Z trudnością zbieram się w całość,
reanimuję pogodne myśli, leczę się piosenkami SDM – u, kilkoma wersami z
książki Gruna zaklejam zadrapania na duszy, łapię oddech recytując psalmy, odławiam
drobne perełki z domowej codzienności.

Świat może kruszyć się na kawałki,
ważne, że Laurka zażyczyła już sobie sukienki z kogutkiem i tańczy na środku
pokoju. Mała, osłabiona chorobą istotka śmieje się i awanturuje jak dawniej.

Serce zaklinowane gdzieś w gardle,
na nowo wraca na swoje miejsce, gdy Dusio modli się za siostrzyczkę, a Ala swym
wibrującym altem śpiewa „Maleńką miłość”.

Nusia i Laucia na wniosek tej
drugiej postanowiły „pociastolinować” na taborecie.

– Ty potfola, a ja bułke ś maśłem.
– planuje Laurka, zagniatając żółtą masę. Uśmiecha mi się serce.

Siadam przy grzejniku, zamykam
oczy.

Czasem nagle smutniejesz, to
jakby dnia ubywa…
” – śpiewa mój ulubiony zespół.

 

Jutro stanie choinka w rogu
pokoju, wielobarwne ozdoby wysypią się z pudła, zapłoną nasze ulubione czerwone
lampki. Zapachnie żywicą i piernikami.

Znajdzie się tysiące powodów, by poczuć
się lepiej, wyplątać jak Guliwer z maleńkich sznureczków, które tłumią ruchy. Powoli
ustanie straszna gonitwa. Na chwilę, na dwie wszystko zastygnie i przez moment
znów zobaczę na horyzoncie tylko rzeczy najważniejsze z ważnych, najjaśniejsze
z jasnych, najprawdziwsze w    huczącym morzu
iluzji.

Jak Bóg w twardym żłobie.

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *