pieśń codzienna

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

 

Zwrotka pierwsza „Pieśni
codziennej”.

 

– Patrz – mówi mężulek, a ja
posłusznie przeciągam wzrok w miejsce na końcu jego wskazującego palca. Oto
najmłodsza pociecha sprawnym rzutem zdejmuje koszulkę od pidżamki. Koszulka
jest żółta ze świnką Peppą.

– Jak zwykle – nie powstrzymuję
sie od standardowego komentarza i sięgam po wiszący na grzejniku zamiennik,
czyli koszulkę różową. Też ze świnką Peppą – kultową bohaterką niemal
wszystkich trzylatków. Koszulka różowa suszy się od wczorajszego wieczora,
kiedy to doznała uzczerbku i została „oblana” ( czyt. kapnęła na nią kropelka
wody) podczas mycia zębów. Dziś ten sam los – łatwy do przewidzenia – spotkał koszulkę
żółtą i dlatego powędrowała na grzejnik. Jutro znowu będzie różowa, a pojutrze
– żółta. Logiczne.

– Może niech ona myje zęby na
golasa. – wpada na genialny pomysł Dusio po którejś z kolei wieczornej
operacji.

 

Ale to nie koniec pieśni…

 

Zwrotka druga.

 

Ulubione trzewiczki ( różowe!!!)
są na rzepy i jeszcze się taki nie narodził, któremu udałoby się je zapiąć na
tyle precyzyjnie, by Lala była ukontentowana. Wystarczy milimetr
niedokładności, a trzeba wszystko zaczynać od nowa, począwszy od przekonywania
córeczki, że wyjść z domu musimy, bo Nusia i Maja czekają w szkole. Oczywiście
rozwiązaniem byłoby gdyby Lala sama buciki zapinała, tyle, że to nieco trwa, a
my zwykle w biegu jesteśmy.

Tak czy owak wyjścia
przeeeeeeciągają się niemożebnie.

 

Zwrotka trzecia.

 

Plecaczek.

W związku z tym, że całe
rodzeństwo plus mama co dzień uparcie wędruje do szkoły objuczone tobołkami jak
karawana Beduinów, najmłodsza latorośl postanowiła także na znak solidarności
„dociążyć” swój żywot. Znalazłszy nieużywany już plecaczek z pieskiem, ładuje
weń tony książek i różnorakich przyborów, po czym nosi swój bagaż na plecach po
całym domu, narażając się na zwichnięcie kręgosłupa. Wobec argumentów
racjonalnych i nieracjonalnych, tłumaczeń, próśb i perswazji pozostaje głucha,
a wnioski o wypakowanie części asortymentu z plecaczka są przez Lalę
rozpatrywane negatywnie. Wszelkie akty sabotażu i podstępnego samowolnego odciążania
tobołka przez któregokolwiek członka rodziny, są natychmiast wykryte i zduszone
w zarodku .

 

Zwrotka czwarta.

 

Z ich powodu zwykle dobry humor
poranny zmienia się w humor arcy-kiepski. Skarpetki – bowiem o nich mowa – są zawsze
nie takie. Jedne są rozciągnięte, inne – za ciasne, kolejne – nie w tym
kolorze. Czasem trzeba wywrócić całą szufladę do góry nogami, nim znajdą się te
idealne. Jakże jednak pozory mylą, bo w trakcie ubierania szybko sprawdza się
stara maksyma: „nie wszystko złoto, co się świeci”. Idealne skarpetki założone
na nóżki albo gniotą w podeszwę, albo wchodzą między paluszki, albo mają nie w
tym miejscu wybrzuszenie na piętkę. Po wielokroć są więc zdejmowane, rzucane na
podłogę i znowu zakładane w akcie łaski. Trwa to do czasu uzyskania efektu
doskonałego, a doskonałości nie osiąga się w kilka minut:)

 

Zwrotka piąta.

 

Sprawy różne.

Spodenek nie można podciągać do
pasa, bo Lala oprotestuje to głośno i gumkę opuści pod krągły brzuszek, czyli
tam – gdzie według jej niepisanych reguł – być powinien.

Włosków – nawet gdyby wchodziły do
buzi- nie wolno założyć za uszy.

Poduszka do spania i miejsce przy
stole w kuchni jest zarezerwowane.

Fotelik w aucie musi być ustawiony
równiutko. Równiusieńko!

Wszystkie metki muszą być obcięte!

 

Epilog.

 

Kiedy słucha się tej pieśni
nieuważnie, dwa słowa cisną się na usta: dziwactwa i fanaberie.

Jeśli wsłuchać się uważniej,
przetrenować pieśń cierpliwie co dzień, jej zwrotki układają się w jedną całość.
Patrzę, słucham, doświadczam i powoli zaczynam dostrzegać jedną z tajemnic
ukrytych w malutkim człowieczku rosnącym obok mnie, rys charakterystyczny dla
niej jednej.

Jeśli to prawda, że każdy z nas
jest jednorazowo wypowiedzianym słowem Boga, to ona jest „Umiłowaniem ładu”.
Jest cechą Boga, który z chaosu wyłonił porządek. Jej niezgoda na
najdrobniejszy defekt, jej uparte dążenie do harmonii, próba uporządkowania
świata wokół…

Wszystko troszkę po dziecięcemu
przesadzone, wyostrzone jak szpilki na sośnie, ale przecież chodzi dokładnie o
to samo, o co chodzi Bogu  – by wszystko
było jak należy.

 

Zresztą, nam też o to chodzi i na
równie dziwne sposoby do tego dążymy.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *