błąd systemu 1

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


To jest jakiś błąd systemu. Albo wirus. Jakiś ściągnięty do
środka Trojan.
– myślę siedząc
niespokojnie na zielonym leżaku.

Jest piękne letnie popołudnie.

Dzieci starsze
u dziadków hen daleko za niejedną rzeką. Najmłodsza córeczka śpi zaraz za moimi
plecami, za otwartym na oścież wielkim oknem letniska. Śpi wtulona jak kotek
noskiem w poduszkę i tylko dlatego, że ona śpi, ja siedzę. Ale siedzę
niespokojnie. Moje stopy podrygują jakby zamierzały zaraz wyruszyć, ręce nie
mogą uleżeć na poręczach leżaka, a głowa? – z tą jest najgorzej. Głowa jest
najpierw w ogrodzie za dziesięć minut, potem przy studni za kwadrans, potem
przesadza różę pnącą do jeszcze nie zrobionej drewnianej donicy czyli za jakiś
miesiąc, w międzyczasie wiesza firanki może za tydzień i … Tak, z głową jest
największy kłopot.

– To co? Idę pokosić w sadzie. –
mówi mąż, który ma wyraźnie ten sam defekt, tyle, że siedzi na zielonej
ławeczce naprzeciw. Równie niespokojny jak ja.

Teraz już jestem pewna, bo
najlepiej wszystko widać u kogoś drugiego. Co do siebie za mało jesteśmy
oddaleni, by mieć pewność.

– To jest błąd systemu. – mówię mu
– My nie umiemy usiąść i pocieszyć się tym, co już zrobiliśmy.

– Bo jeszcze tyle można zrobić. –
odpowiada z uśmiechem wskazującym, że jednak rozumie o co mi biega.

– Wszystkiej roboty nie
przerobisz. – zauważam uciekając się do ludowej mądrości. – Trzeba w końcu
powiedzieć sobie jak ten bogacz z Ewangelii: „Siadaj, jedz, pij i ciesz się, bo
spichlerze pełne”.

– Ładnie na tym wyszedł. –
komentuje mąż.

– Nigdy nie rozumiałam dlaczego
Jezus nazwał go głupcem. To mądre i trudne umieć się w końcu zatrzymać,
popatrzeć na to co już mam i ucieszyć tym. A my tylko zasuwamy i zasuwamy.

– To posiedźmy. – zgadza się mąż.

I siedzimy, choć Trojan w głowie
długo jeszcze szaleje, że przecież…,
ale…, jak to…, nie ma czasu

A my mu gramy na nosie upajając
się chwilą. Tą chwilą.

Choć, gdyby Laurka nie spała i nie
trzeba by było jej pilnować i być cicho, to kto wie, kto wie czy wirus by nie
wygrał z tą jedną jedyną chwilą.

I z nami.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Rej by się uśmiał

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


– Ty się połóś, a ja będę gadała.
– zaproponowała mi córcia najmłodsza samym wieczorkiem.

 

… czyli najnowsza wersja
najbardziej staropolskiego zdania: „ Ty poczywaj, ać ja pobruszę”:)

 

Bo skoro „bruszyć” to „mielić”,
mielenie jęzorem jest adekwatnym odpowiednikiem.

 

Wieki mijają jak konie galopem, a
słowiańska natura wciąż kipi w nas ta sama:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

sterownik

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

 


Miś założył sterownik do pieca.

Taki inteligentny, że, gdy tylko temperatura osiągnie określony poziom, sam
przełącza instalację na grzanie wody. Teraz nie trzeba pilnować, stać, czekać i
ponosić jakiegokolwiek wysiłku. Wystarczy rozpalić w piecu, a reszta dzieje się
sama.

Podobne sterowniki nosimy w sobie.

Kiedy na przykład frustracja
osiągnie pewien poziom, otwierają się zawory bezpieczeństwa. Ciśnienie gniewu
przełącza nas na inny tryb pracy, a szalona radość ustawia inne przesłony
postrzegania świata.

Ostatnio odkryłam w sobie jeszcze
jeden sterownik.

Zaskoczyło mnie to odkrycie.

Jako nauczyciel i matka
wielodzietna chronicznie cierpię na brak ciszy. Jest ona dla mnie takim samym
towarem deficytowym jak papier toaletowy za czasów komuny. Niby można bez tego
żyć, ale tylko niby.

Stąd mój regulator jest bardzo
czuły.

Wystarczy, że uda mi się umknąć
jak wtedy. Trzy tygodnie temu.

 

Zbieram truskawki w ogrodzie.

Dzieci zapomniały o moim
istnieniu. Nikt mnie nie szuka, nie huka, nie woła alarmująco: Mama!!!, nie
prosi: Zagraj ze mną w piłkę!, nie skarży: A on powiedział…

 

Zbieram sobie truskawki w
ogrodzie.

Czerwone owoce lądują w żółtej
misce.


Ptak świergocze, leszczyny szumią,
świerszcz skrzypi, komary popiskują. Ale to wszystko jest ciszą, która sączy
się powoli szczelinami do wnętrza.

 

Zbieram sobie truskawki w
ogrodzie.

I wystarczy chwila, a zbiornik
jest wypełniony. Czuły sterownik przełącza całą aparaturę…

 

…. i sama nie wiem kiedy zaczynam
się modlić.

 

Podświadomie, automatycznie, bez
aktu woli i wysiłku.

 

A ja tylko zbieram sobie truskawki
w ogrodzie. Po kolana, po uszy zanurzona w potoku ciszy.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

będąc pod wpływem soku

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Przed spaniem warto też pograć.

Mama i Laurka rozkładają kartoniki
do gry w memory. W łóżku – a jakże!!!, na pościeli – a gdzieżby?!!!. Równiutko
i w rządkach.

Wtem wchodzi tata niosący
szklaneczkę pysznego soku pomarańczowego. Córeczka rzuca się i pije z rozkoszą,
po czym…

 

– Chodź, źnowu ułozimy. –
proponuje mamie powtórkę z rozrywki.

– A dlaczego je rozrzuciłaś? –
dopytuje mama wskazując na bezładną kupkę kart.

– Bo się uciesiłam sioćkiem:) – odpowiada smyk.

Że też rodzicom trzeba tłumaczyć takie oczywistości.

 

Furia radości.

 O , pardon: fura radości;)

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

radości bibliofila

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

 

– No chodź – prosi tatuś układając
najmłodszą córeczkę na podusi – Idziemy spać.

– ALE NIE MAM KSIĄŹKI!!! – zgłasza
zastrzeżenie mały mol.

 

Inne dzieci śpią co prawda z
misiami, pieskami, lalami itp. Ale spanie z książką w twardej oprawie to
dopiero przyjemność;)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

rwąca fala

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Starsi uczniowie przekazują
młodszym kolegom sztandar szkoły. Pocałunek złożony na brzegu złotej tkaniny,  uczeń klęczy na baczność, nieśmiało dotyka
świętego drzewca.

Znowu czuję ciepłą falę do
powiekami, mrugam by ją zagarnąć  na
powrót do wnętrza, lecz ona jest zbyt silna. Już spłynęła do gardła, dławi
wzruszeniem.

– Płakałam przy hymnie, a teraz
znowu. – tłumaczę łamiącym się głosem koleżance obok.

Głupota. Dlaczego ja płaczę – myślę sobie.

Tylu było chętnych do nowego
pocztu, a ci, którzy zostali wybrani, czuli się tacy dumni, a to tylko symbol.

Aż symbol.

„To znaczy, że są jeszcze dla nich
jakieś świętości.” – słowa innej koleżanki wracają echem.

 

Ciepła, słona fala podmywa brzegi
także wtedy, gdy usłyszę taki śpiew.

 Dorota Osińska

Gdy opowiadam jak lubiłam karmić
dziecko piersią, gdy patrzę w złote oko monstrancji, gdy…

Nieprzewidywalna,
silna, ciepła fala.

 

A przecież nie jestem osobą
płaczliwą. Nad własnym losem użalam się rzadko, smutek własny opłakiwałam kilka
lat temu.

Są jednak rzeczy na niebie i
ziemi, które obracają żarna młyna. Nie chcę się nigdy na nie znieczulić.

                                         *                 *                     *

Nie pozwolić w sobie zabić
wzruszenia

łez wysuszyć

płynących gdy ptak zaśpiewa

słońce świat odbije w kropli

słowa spadną na dno serca

 

Nie pozwolić umrzeć

wrażliwości

światłoczułości

pięknolubości

 

Nie przysypać nigdy tęsknoty
dzikiej

wyrywania się duszy

ku nieznanemu czemuś

co obraca stale wskazówkę busoli

 

Nie umierać od środka

mimo lat upływu

Nie dać się wydrążyć

 

Wzruszać się, płakać

szaleć, wyrywać, pragnąć,
krzyczeć, biec,

być coraz bliżej…

 

Słowa nie opiszą tajemnicy

jaką noszę w sobie

 

Czasem jednak

dwie sylaby

dwa dźwięki

ułamek sekundy

przelotny układ rzeczy

spojrzenie

budzą z dreszczem prawdę.

 

Nie zabić tego w sobie

Nie pozwolić odebrać.



/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}