Nusia i jej cioteczna siostrzyczka Maja mogłyby być dzień i noc razem, a potem noc i dzień, w zerówce, w domu i wszędzie i się im nie znudzi własne towarzystwo.
Obie uwielbiają puzzle, ale nie takie tam z 50 kawałków. Te są dla maluchów. Prawdziwa zabawa zaczyna się od stu kawałków, choć brzmi to prawie jak żargon bywalców kasyna.
Taaak, ze stu kawałkami już można poszaleć:)
Tym razem zgrały wszystkie gry jakie mieliśmy na stanie, karty, memory, żabki, kulki…Na koniec postanowiły nieco się poruszać.
Grają więc w chowanego.
Jedna stoi przy ścianie i liczy, druga buszuje po pokojach w poszukiwaniu kryjówki idealnej. A potem następuje zmiana i druga liczy, a pierwsza buszuje.
Żadna nie domyśla się, że pewne czujne oczko śledzi każdy ich ruch.
Gdy więc padają zemdlone zabawą, nagle czujne oczko, a nawet dwa oczka brązowe wmontowane w główkę zgrabnie obciętą na pazia, osadzoną na szyjce, która wieńczy nieco wypukły z przodu tułowik dreptczący na dwóch zwinnych nóżkach…
Mowa nie o kim innym, a o Lauci.
Pewnym krokiem podchodzi do ściany, przytula główkę do tapety i zaczyna monotonnie odliczać:
– Tsi, tsi, tsi…
Paluszków na stópkach też ma „tsi”.
Laucia jest na obraz Boży i podobnie jak pierwowzór lubi trójcę:)
