Miś właśnie zagrzmiał silnikiem pod oknem i pojechał po odbiór naszego wypożyczonego na tydzień stadka.
Pierwotny plan zakładał, że pojedziemy większą delegacją, ale nie zażegnana jeszcze choroba Piórka wykluczyła niektórych z udziału w misji : Odzyskiwanie Skarbów.
Najbardziej z takiego obrotu sprawy nie ucieszy się dziadek, bo…
– Ooo, zobaczcie, ona bierze w rączki dwa klocki i nimi stuka!!!
– Chodzi w waszych kapciach. Trzeba to koniecznie nagrać!!!
– Jak ona kartkuje książki. Zupełnie jak dorosły!!!
– A ołówek jak trzyma!!! Jakby się z nim urodziła.
– Jak ona rytmicznie tańczy.
– Ona wszystko rozumie!!!
Dziadek nie widział Laurki od kilku miesięcy, więc na każdy jej wyczyn patrzył jak na objawienie, celebrował każdy grymas twarzy, ruch rączką.
– Tato, to normalne w tym wieku – studził jego zachwyty Miś – dziecko kilkumiesięczne potrafi brać dwa klocki naraz.
– Nie, nie – protestuje zauroczony najmłodszą wnusią dziadek – Przecież to świadczy o dużej podzielności uwagi.
– No tak. Ale ona już umie układać jeden klocek na drugi i próbuje już z trzecim. – tłumaczyliśmy cierpliwie.
Ale takie argumenty nie działały na starszego pana, który z płonącymi policzkami obserwował szkraba.
Po pewnym czasie przestałam go przekonywać, że rzeczy normalne są normalne.
Patrzyłam na niego i myślałam kto ma rację.
Pod koniec wizyty już wiedziałam.
On.
On widzi to co nam zasłoniło przyzwyczajenie.
Nic nie jest normalne.
Wszystko jest niezwykłym cudem.
Każdy krok. Każde skinienie palcem. Każdy oddech. Każdy dzień.
Inny starszy pan ujął to tak:
Są dwie drogi, aby przeżyć życie. Jedna to żyć tak, jakby nic nie było cudem. Druga to żyć tak, jakby cudem było wszystko.
Starszy pan miał na nazwisko Einstein.
