Normal
0
21
false
false
false
MicrosoftInternetExplorer4
/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}
Nasz niemowlaczek rozwija się coraz szybciej i coraz
bardziej spektakularnie, a głównym motorem napędowym jest – jak się okazuje –
pęd ku kulturze.
Oto bowiem leży sobie pewnego dnia na kołderce umoszczonej
na podłodze, stuka nóżką rytmicznie, mruczy po kociemu, usiłuje podpełznąć do
przodu i … „ani widu, ani słychu” – jak mawia w takich razach starsza
siostrzyczka Nusia.
I nagle z załączonego odbiornika TV dolatuje inspirujący
dźwięk. Dwie sopranistki na wyrywki wyśpiewują piękną arię. Wypisz wymaluj poranne
popisy Laurki w skali najwyższej z możliwych. Całe ciałko żądne jest ujrzenia
kto zaś wydaje te cudne dźwięki. Nóżki się prężą, ramionka napinają, kolanka
podciągają pod brzuszek, główka wyrywa do przodu, oczka wychodzą z orbit i…
ani się obejrzeliśmy, a już maluszek – gnany miłością ku
operze – zraczkował z bezpiecznego azylu
kołdry na twarde deski podłogi. Jeden krok człowieka, a jakże wieki skok w
samodzielność.
Etapu pełzania w
ogóle nie zaliczyliśmy, gdyż pełzaniem wszystkie dzieci Rutkowe wzgardziły,
uznając je – zdaje się – za czynność niegodną człowieka:)
Kolejny dzień i kolejna pokusa, bo oto poza obrębem
wspomnianej kołderki Nusia rozkłada książkę o Martynce. Kolorowe kartki kuszą
jak niegdyś rajskie jabłko Ewę. W mgnieniu oka wszystkie motorki odpalają,
wszystkie tryby zaczynają się ruszać, rączki i nóżki załapują na czym polega
synchronizacja ruchów i…
oto łapki spoczywają już na obiekcie pożądania i z
namaszczeniem głaszczą literaturę piękną po czarnej sierści literek.
Do tego umiejętność bardzo pożądana w dziale muz wszelakich
czyli…klaka:)
– Brawooo, brawooo!!! – skandujemy, a niemowlaczek
rozanielony paca z zapałem w tłuste łapki.
„Klaskaniem mając obrzękłe prawice” – jak pisał wieszcz
Norwid.
Ten sam odwieczny proces – od natury do kultury, który
kiedyś ściągnął naszych przodków z gałęzi:) o ile teoria o pochodzeniu od małp
nie cofnęła się do fazy hipotezy. A zdaje się, że się cofnęła – wbrew teorii
ewolucji:)
Laurcia zaś prze wciąż do przodu z zacięciem godnym homo
sapiensa.
Sap-sap-sap 🙂
