wspomnienie końca świata

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Gdy Rut studiowała, jej życie tykało jak wahadło zegara w tę
i z powrotem głównej arterii miasta. W tę i 
z powrotem , z powrotem i w tę kursowała trajtkami pomiędzy uczelnią a
akademikiem .

Wiosna, lato, jesień, zima.

Stojąc, wisząc, siedząc, gawędząc,
milcząc, myśląc, patrząc.

Gdzieś tak w połowie trasy, obok szumiącej ulicy stała
samotna szara kamienica. Nad nią pochylone ostatnie drzewo. Kamienica patrzyła
przyszarzałymi oknami, a na jej balkonie siedział staruszek. Od świtu do
zmierzchu, zawsze gdy tamtędy przejeżdżała Rut. A może w ogóle zawsze. Siedział
tak na drewnianym krześle i patrzył wszystkowidzącym wzrokiem z wysokości
swojego balkonu na szaleństwo toczącego się pod nim życia. Spokojny, cichy,
nieruchomy, jakby w posąg zaklęty.

Nieustannie będący, czuwający nad światem.

Zupełnie jak Opatrzność.

Gdy Rut spoglądała na balkon i na staruszka, uspokajała się
każda burza w sercu.

 Był jak niezmienny
punkt w przestrzeni, powtarzający się kadr filmu, milczenie nad wielkim
hałasem, bezruch nad wielką gonitwą, oko cyklonu.

„Widzę go co dzień – pisała Rut w swoim zeszycie – i wiem, że
gdy kiedyś zniknie, to będzie koniec jakiegoś świata”.

 

 Rut skończyła studia.
Staruszek trwał nieustannie. A potem wyjechała.

Po wielu, wielu latach wróciła w to miejsce.

Ulica szumiała jak niegdyś, kolorowy wąż aut sunął z piskiem
i zgrzytem pomiędzy domami. Tylko drzewa już nie było.

I po kamienicy ślad nie pozostał.

Balkon zniknął a wraz z nim nieustannie obecny staruszek.

Świat rzeczywiście się skończył.

Tamten świat.

 

Ile światów przemierzamy naszym życiem?

Ilu posłańców spotykamy przy naszej drodze?

I czy ich zauważamy?

O ruttka

Szczęśliwa żona od 22 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *