różne wypadki

Najstarsza nasza córka jedzie za czas niedługi na szkolną wycieczkę. Wycieczka jest z gatunku tych dłuższych i zahaczy również o ościenny, przyjazny, wręcz pobratymczy według starych podań kraj UE. Lecz by odświeżyć więź krwi konieczny jest paszport lub – w wersji bardziej ekonomicznej czasowo i materialnie ( nerwowo również) – tymczasowy dowód osobisty.

Na wieść o tym średnia córka zgłasza roszczenia:

– Ja też chcę mieć dowód.

– A po co ci dowód? – pyta Rut – Alutka jedzie na wycieczkę i jest jej potrzebny, a takim maluchom jak ty robi się dowody tylko w WYJĄTKOWYCH wypadkach – wyłuszcza racjonalnie macierz.

– Ale – wchodzi w słówko rzeczony maluch – ja przecież miałam WYPADEK. Brat mnie popchnął i upadłam:)

Trudno dyskutować, gdy na stół wyjechały takie argumenty. Wypadki wszak chodzą po ludziach, a po naszym maluchu to całymi stadami przebiegają.


Twierdzi ostatnio, że jest księżniczką Dżasminą, co nie przeszkadza jednak szlachetnie urodzonej w bieganiu z plastikowym rewolwerem w dłoni i kopaniu piłki w salonie.

Może ją nawet do reprezentacji przyjmą tyle goli strzela

i wtedy…

… warto wyrobić dowód – tak na WSZELKI wypadek:)

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *