Nie wiem czy słyszeliście utwór Einaudiego pt. Experience? Myślę, że jeśli czasami bywacie w przestrzeni Internetu, to gdzieś już zabrzmiał wam ten motyw. Przepiękny i dramatyczny jak woda tocząca się szybko po kamieniach, jak przyspieszający puls biegnącego człowieka, jak kaskada, ucieczka bez tchu.
Einaudi przeczytał książkę „Walden, czyli życie w lesie” Henry’ego Davida Thoreau, przeczytał o tym jak Thoreau porzuca miasto, buduje chatę nad brzegiem jeziora i dwa lata spędza w lesie, rezygnując z życia, jakie znał i zyskując nowe.
Eiuaudi poruszony tą historią, zrobił coś podobnego: udał się do klasztoru i w jego ciszy, z dala od jazgotu świata napisał nową płytę, m.in. utwór Experience.
To opowieść o tym co każdy z nas może i co robi z danym mu czasem.
Experience zapętla się i zapętla coraz wyżej, coraz niebezpieczniej smyczkami, a poniżej nich miarowo jak uderzenia ludzkiego serca gra fortepian. Gra nieustannie, nie myląc rytmu mimo szalonych wibracji ponad nim.
Szamotanina ludzkiego serca, które próbuje się wyplątać ze skomplikowanych i coraz bardziej zaciskających się pętli. Zagłuszane, wciąż uparcie, raz po raz, dochodzi do głosu… Ale czy wygra?
* * *

My też w pewnym momencie porzuciliśmy miasto i wybraliśmy las, dom oparty o ścianę lasu. I choć nasze miasto to raczej miasteczko i daleko mu do hałasu i chaosu wielkich miast, to jednak poczuliśmy różnicę niemal od razu. Ta cisza. Ciemna noc jest tu naprawdę ciemna. Tajemnicze szelesty i stukania natury. Jej bliskość wchodząca czasem za próg domu. Zieloność sącząca się przez okna.
Zresztą, czuję tę różnicę każdego dnia. Bo każdego dnia na nowo porzucam miasto i wybieram mieszkanie przy lesie. Z jego nudą pełną furkotu ptasich skrzydeł i szelestu liści. Bez rozrywek znanych miastu. Z jego powolnością, bo upływ czasu ustalają tu bardziej pory dnia i pory roku niż zegar czy kalendarz. Z jego prostotą myloną czasem z ubóstwem. Z jego nieskomplikowaniem skomplikowanym, z jego pełną dźwięków ciszą, pełną kolorów bezbarwnością, pełnym znaczeń milczeniem. Bez zagłuszaczy, bez znieczulaczy, bez oślepiaczy.
Przeprowadzka tu to jedna z najlepszych decyzji, jakie podjęliśmy w życiu. Choć na początku wydało się to przerażające tak mieszkać prawie na końcu świata:) Gdyby ludzie wiedzieli jakie piękne i spokojne są „końce świata” i jak niewiele człowiekowi tutaj potrzeba, by czuł, że żyje.
Bo my naprawdę nie potrzebujemy wiele, by oddychać pełną piersią i zasypiać z głową pełną kolorowych snów.
I o tym właśnie jest Experience. Jest zapytaniem: Czy naprawdę żyjesz? Czy tylko biegniesz bez tchu nie wiadomo za czym ignorując to, co mówi twoje serce? Czy naprawdę potrzebujesz tego wszystkiego i aż tyle?
Jest też wezwaniem: Doświadcz!!! Możesz żyć. Pozwól sobie na to. Dotknij kory drzewa, poczuj skrzydło wiatru na policzku, kroplę rosy na palcu, śpiew ptaka, zanurz się w ciszy…
Zatrzymaj się! Doświadcz.
Twoje serce jeszcze się nie poddało. Pulsuje miarowo pod rwącą rzeką.
Usłysz je.
