Prasuję jeden z naszych obrusów. Trzeba zmienić na stole kuchennym, bo piekłyśmy drożdżówki i się poplamił. Ten czysty jest w jabłka, cytryny, kwiaty cykorii podróżnik, prymulki, dzikiej róży, ze stosownymi nazwami łacińskimi.
Obrusów mamy zatrzęsienie, wszystkie piękne, kolorowe, sielskie, domowe, niektóre obszyte mereżką, inne haftowane, a wszystkie bardzo ale to bardzo niepraktyczne. Bo z materiału, brudzą się więc, trzeba je prać, suszyć, prasować, składać, układać w wielkiej białej komodzie w salonie. Mnóstwo pracy.
Tak, tak. Świat tego nie pochwala. Nie po to cywilizacja wymyśliła najpierw ceratę, a potem zmywalne blaty żeby ktoś uparcie zawracał sobie głowę i tracił bezcenny czas na obrusy.
Ma być praktycznie, prosto i szybko, a piękno, kolory i tkaniny nie wpisują się w ten program życiowy.
A Bóg z jakiegoś powodu zainwestował w piękne skomplikowane kształty, i z jakiegoś powodu zależało mu na wielkiej ilości barw, faktur i form.
* * *
Jest coś z zaprzeczania Bogu w budowaniu domów jak szarych sześcianów, jest coś z mówienia Mu: ” nie masz racji” , gdy nasze przestrzenie mieszkalne malujemy paletą ograniczoną do szarości, beżu, bieli i czerni.
Bóg z jakiegoś powodu chciał wszystkich kolorów i bogactwa kształtów. Stworzył esy floresy i zawijasy, różne odcienie błękitu, tęczę, rafę koralową, fakturę pnia sosny i gładką politurę lodu.
Jest coś z buntu i coś z „ochydy spustoszenia” w budynkach z nagimi nieotynkowanymi ścianami z szarego betonu, z odsłoniętym metalowym szkieletem.

Nie masz racji Boże !!! – krzyczy współczesne pokolenie. Stworzymy sobie świat inny niż nam dałeś. Nagi, odarty, okradziony z barw, boleśnie uproszczony, zimny, nie- boski i nie-ludzki.
Świat, w którym będziemy się wiecznie bali, do którego nie da się przytulić, ani zawiesić oka na dłużej, ani poczuć uniesienia i zachwytu, świat płaski i bez znaczeń, twardy, podobny do celi więziennej, ubogi jak obora dla zwierząt. Rozbijemy się o beton, zanurzymy w szarości, odrzemy z sensu nasze życie, zaprzeczymy naszej godności. Nie potrzebujemy Twoich darów, rzucamy Ci nimi pogardliwie w twarz. Nie będziemy wdzięczni za kwiaty, ani kolorowe muszle, za ciepło drewna, czułość mchu, światło rozpryskujące się na kroplach rosy, otulenie z mgły.

Stworzymy świat na własną modłę. Nie-boski i nie-ludzki świat.
