🌲🌲🌲🌲🌲🌲🌲🌲🌲🌲🌲🌲🌲🌲🌲🌲
Siedzimy na wigilii szkolnej. Śmiejemy się, rozmawiamy, przepisami wymieniamy świątecznymi. No i… jak zawsze, tam gdzie zbierze się choć dwie mamy, temat szybciutko, truchcikiem schodzi na nasze pociechy. Te małe, te większe i te zupełnie dorosłe.
I oto nasza koleżanka, świeżo upieczona mama pierwszego studenta opowiada:
” Mój mąż dużo jeździł, więc przez wiele lat sama ogarniałam wszystko przy dzieciach. Teraz już częściej jest w domu, więc go bardziej angażuję. No i się przejął, bo gdy rozmawialiśmy o naszym studencie, nagle mówi do mnie:
– A ty tam jakiś dostęp do jego e- dziennika masz?”
Tu wszystkie za stołem prychamy śmiechem, narażając się na zakrztuszenie makowcem lub rybą po grecku.
– Ale widzisz – bronimy go – już coś ogarnia. Wie przynajmniej, że istnieje e- dziennik:)
– Tak – patrzy na nas figlarnie koleżanka – Na studiach?
I od razu przypomniało mi się jak mój tata nigdy nie ogarniał ile kto z nas ma lat i na jakim etapie edukacji się znajduje.
Ale tata miał nas siedmioro, więc miał mocne alibi😁

Nie ma e-dziennika, ale co gorsza, od wielu lat nie ma też indeksów. A byłyby taką miłą pamiątką studiów. (No chyba że akurat w konkretnym przypadku nie).
Tak, też się zdziwiłam, gdy Ala poszłana studia, a tam nie ma ineksów. To naprawdę fajna pamiątka na całe życie.