– Idziesz już do domu? – pyta mnie Ewcia w szatni nauczycielskiej.
– Nie, lecę do przedszkola – śmieję się, zapinając kożuszek w pośpiechu. Spieszę się, bo mam pięć minut na przebiegnięcie, a na zewnątrz mróz i śnieg.
– A potem już koniec? – dopytuje ona.
– Nie. Później znowu wracam do szkoły na dwie lekcje, a potem znowu do przedszkola.
– Aaaa – kiwa ze współczuciem głową – To ten twój hardcorowy dzień?
– Nie – odpowiadam ubawiona – Wczoraj był mój hardcorowy dzień. Dziś jest zwyczajny:)
I uwierzcie mi, że to prawda.
Ten dzień nie jest hardcorowy w porównaniu z wczorajszym.
Wszystko zależy od miary, jaką przykładamy i od skali, w jakiej mierzymy😁
Może dlatego warto nasze życie przykładać czasem do wieczności, a naszą wielkość do potęgi Boga.
I od razu robi się lepiej.

Św. Maksymilian Kolbe lubił stosować taką zasadę: wyobraźmy sobie, co z tego czy innego naszego problemu zostanie za sto lat. Czyli niby perspektywa mniejsza niż wieczności, ale jakoś tak… bardziej dosadna.
Rzeczywiście, 100 lat Alu wystarczy, by nabrać dystansu:)