drzwi

 

Oglądałam ostatnio pracę pewnego artysty malarza, jego pociągnięcia pędzlem, jego dobór kolorów, jego nonszalancję w malowaniu. Oglądałam jego dzieła, patrzyłam na nie długo, śledziłam szczegóły.

I nagle coś się otworzyło. Jakby jakaś szkatułka wysypała mi się pod nogi. Zrozumiałam w jednej chwili to, czego nie rozumiałam od kiedy maluję.

Otworzyłam farby, wzięłam pędzle i zaczęłam malować inaczej.

Po prostu.

 

Pewne rzeczy są nam ułatwiane, pewne drogi wyznaczone na skróty, jak bonusy otrzymujemy niektóre poziomy, coś podawane jest nam jak na talerzu.

Czasem czujesz, że w twoim życiu otworzyły się na oścież jakiegoś nowe drzwi. Widzisz jasno i przejrzyście to, co dotąd było odległe i mgliście zarysowane.

I nie wiesz wtedy co masz robić, ale wiesz, że musisz się pospieszyć, bo te drzwi nie będą otwarte na zawsze. Albo z nich skorzystasz teraz, czegoś się nauczysz, wzniesiesz, przejdziesz, urośniesz, albo znowu się zamkną lub znikną na zawsze z twego pola widzenia.

I nie wiesz kiedy znowu przyjdzie taki moment, że staniesz u ich podwoi. I czy przyjdzie jeszcze kiedykolwiek.

* * *

Wiele lat temu modląc się przed obrazem Maryi w pewnym domu rekolekcyjnym, usłyszałam nagle w głębi duszy głos:

– Zawierz mi swoje życie, w zaczną się w nim dziać cuda.

Otworzyły się wtedy drzwi, których nigdy nie zapomnę. Drzwi do bardzo bliskiej i czułej relacji z Maryją. Nieco oszołomiona przekroczyłam je wtedy. I zmieniło się wszystko.

Naprawdę wszystko.

I naprawdę na zawsze.

Jakbym weszła parę pięter wyżej.

Nie, nawet nie weszła.

Jakbym została wwieziona windą – cytując Małą Tereskę.

Mój jedyny wysiłek to było przekroczenie drzwi. Potem one się zasunęły i po chwili znalazłam się na zupełnie innym poziomie.

Tak działa łaska Boża, gdy tylko odpowiesz: TAK.

Gdy tylko się zgodzisz, by zadziałała.

* * *

Oczywiście muszę tu od razu zacytować jedno z ulubionych zdań mojego męża, że „łaska buduje na naturze”.

Tak, to prawda.

Łaska jakby szukała tych, którzy starają się coś robić. Może im to nie wychodzić, przynosić mizerne efekty, a jednak starają się. I łasce to wystarczy. Nawet bardzo nieudolne wysiłki są jakby wyzwalaczem dla niej, by się rozlała.

Jej wystarczy jeden mały kamyczek, by zeszła lawina.

Bo przecież ja wciąż szukałam oblicza Pana, modliłam się, czytałam, byłam na rekolekcjach. Nie siedziałam z założonymi rękami, czekając aż Maryja coś zrobi za mnie, odmieni moje życie.

Bo przecież od trzech lat wciąż i wciąż maluję. Spędziłam za sztalugą tyle godzin, tyle farb wymalowałam, pędzli wydarłam do ostatniego włoska. Nie czekałam, że ktoś coś ześle mi z nieba.

Lecz to otwarcie drzwi jest czymś tak wielkim, że trudno to traktować jak zwykłą zapłatę za starania.

To coś więcej.

Bo w żaden sposób nie można zasłużyć na aż tak wiele.

I bardziej tu mówię o wierze niż o malowaniu obrazków:)

Ale to przecież wiecie. Znacie mnie nie od dziś.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *