Nusia jest w Grecji.
Jedna z wycieczek zawiodła ich do tzw. meteorów, czyli kompleksu starych klasztorów prawosławnych zbudowanych wysoko w górach.
Liczyłam na jakieś zdjęcia z ich wnętrza, lecz córka szybko ściągnęła mnie z obłoków.
– Nie mogłam zrobić zdjęć w środku – napisała – tylko to, co na zewnątrz można fotografować.
I dołączyła do relacji zdjęcia górskich szczytów i pracowni ikon. Piękne, ale…

* * *
Jest w tym jakiś nieziemski przekaz.
Możesz wejść, możesz dotknąć, ale zabierzesz tylko to, co zatrzymasz w oczach, co zachowasz w sercu. Nie pokażesz nikomu, nie udowodnisz, nie wyniesiesz namacalnych faktów, ani nie będziesz miał materialnych dowodów istnienia tego, czego doświadczyłeś.
Czy tak dzieje się tylko z greckimi meteorami?
Czy nie dokładnie te same prawa dotyczą sanktuarium naszego własnego serca, naszej własnej wiary, miłości, przeżyć.
Nikt nigdy nie pojmie i nie zrozumie co jest w środku nas samych. Moglibyśmy opowiadać o tym długo i barwnie, ale nie pokażemy zdjęć na dowód naszych słów.
Wyniesiesz tylko tyle, ile zmieścisz w oczach i sercu.
Tylko i aż tyle.
Misterium sanktuariów.
A każdy z nas jest jednym z nich.
Dotykalną tylko sercem tajemnicą.

Meteory są świetne. W ogole Grecja to jedno z najciekawszych państw w Europie. Wspaniale, ze udalo sie jej tam pojechać:) A gdzie jeszcze byla w Grecji?
Wyspa Skiathos, dziś Saloniki. Bardzo ładnie tam jest rzeczywiście, białe domki, niebieskie okiennice, kolorowe pnącza, skały, turkusowe morze.
To wyjazd z programu Erasmus:)
Wspaniała przygoda!:)