Parę miesięcy temu ktoś chciał zrobić ze mną wywiad. Spodobało się mu jak piszę oraz zafascynowało to, że maluję obrazy.
Wywiad ukazał się w gazecie, a ostatnie słowa, jakie w nim wypowiedziałam to:
„Wszystko jest łaską”.
* * *
To zdanie wciąż powraca do mnie. Jakby było czymś więcej niż literkami wydrukowanymi na papierze, i czymś głębiej niż tylko zwykłą ludzką refleksją czy truizmem rzuconym naprędce.
Dziś, gdy mój mąż bierze kolejny dzień chemię, gdy kolejny bardzo realny i obiektywnie ciężki krzyż stanął na naszej drodze, wciąż myślę właśnie tak:
” Wszystko jest łaską”.
Są tylko łaski łatwiejsze i trudniejsze do przyjęcia, lecz to nie umniejsza faktu, że wszystkie są darem i bogactwem.

* * *
Nie wiemy co przyniosą kolejne dni, tygodnie, miesiące czy lata, ale dziś świeci słońce, pachnie kwitnąca lipa, Inka ociera się przymilnie o nogi, jeździmy na rowerach, zbieramy kwiaty, przenieśliśmy do ogrodu dziko rosnący ślaz piżmowy, podlewamy trawnik i cieszymy się każdym nowokiełkującym zielonym ździebełkiem. Jemy ostatnie czereśnie z drzewa, zbiorowo mierzymy ciśnienie ( bo mój mąż ma takie zalecenie), odmawiam różaniec w sadzie, zbieramy jagody, pieczemy tort miętowy na urodziny Nusi i jagodzianki zupełnie bez okazji. Znowu maluję obrazy, biegam z konewką ratując więdnące pelargonie…
Śpiew dudka, grube trzmiele wciskające się pociesznie w drobne kwiatki milionbells, swawole młodych rudzików, pisk Lalci ganianej po basenie przez tatę lub brata, miłe pogawędki z dziećmi na naszym patio, szycie poduszki wypchanej świeżym sianem, suszenie lubczyku …

To wszystko są łaski łatwe do przyjęcia i nauczyliśmy się je brać garściami, jak się rwie polne bukiety.
Między nimi jest choroba mojego męża.
Łaska, po którą sięgasz drżącą dłonią.
Lecz, gdy już weźmiesz ją i przytulisz, szorstki krzyż zaczyna cię przemieniać, lśnić dziwnym światłem, dodawać sił, przywracać życie i radość, nadawać rzeczom i sprawom ich właściwe miary.
I wiesz: „Wszystko jest łaską”.
– Jak wy to robicie, że jesteście tacy radośni, śmiejecie się, żartujecie? – pyta przez telefon Gosia. Wczoraj dowiedziała się o przerzutach i leczeniu Michała i nie mogła spać całą noc.
– Nie wiem – mówię – Tego nie da się po ludzku wyjaśnić. Na początku jest naprawdę ciężko, parę dni nie masz ochoty nawet wstać z łóżka, a potem… Skądś przychodzi siła i niezwykły pokój… Wiesz, tyle ludzi się modli. To stąd.

Więc jeszcze raz Wam dziękuję.
Wasza modlitwa podniosłaby upadłe drzewa, przeniosła górskie masywy, wzniosła na nowo budowle z ruin, zatrzymała rzeki, nawodniła pustynię…
Tymczasem niesie nas, jest olbrzymią siłą, która przywraca nam życie.
* * *
To pieśń, która ostatnio mi się wyświetliła na Yt.
Święty Krzyż jest moim światłem.
Dedykuję ją Wam wszystkim, którzy nas wspieracie.

Otulam modlitwą, myślami i niosę Was w sercu 🙂
O taką łaskę modlę się