niebieskie szkiełko

Nie wypowiedziałam żadnego zaklęcia, a oto znowu przede mną jak sezam z bajki otwiera się mała rączka, a na jej dnie leży znajomy niebieski skarb.
– Niech pani sobie to weźmie – mówi z uśmiechem Oliwier – Ja mam jeszcze drugi.
– Och, dziękuję – wzruszam się i biorę niebieskie szkiełko. – Wiesz, położę je w domu, przed figurką Maryi. Ona uwielbia kolor niebieski i będzie szczęśliwa. A ja Jej powiem, że to jest od Oliwiera.
– Dobrze – kiwa głową zadowolony malec.

*  *  *
Może to szalone, ale ja naprawdę cieszę się tym maleńkim darem malutkiego chłopczyka. Po ludzku szkiełko nie ma żadnej wartości, ale czy to my – ludzie jesteśmy miarą rzeczy i zdarzeń, czy to my nadajemy czemukolwiek wartość, czy umiemy rozróżniać co cenne naprawdę, a co jest tylko nic nie wartą błyskotką? Czy na pewno to umiemy?
I czy nie jest tak, że dar – nawet najbardziej niepozorny – jest cenny sercem dającego?
Dla małego Oliwiera ten kamyk, który znalazł na podwórku był czymś wielkim i niesamowitym. A jednak… po paru dniach przyniósł go i oddał mnie. Czy to nie jest wielki dar? Bo tak naprawdę malec oddał mi kawałek swego serca, swojego marzenia.
Czy mogłam nie przyjąć?

To także dzieci nauczyły mnie i wciąż uczą sztuki przyjmowania. Radosnego, naturalnego  brania z dłoni tego, który dłoń otwiera. Bez tego naszego dorosłego cergielenia, mówienia, że nie wypada, że nie zasługuję, że to zbyt wiele.
Bo czy przyjęcie z wdzięcznością też nie jest rodzajem daru? Afirmacji tego, który nas obdarowuje?

*  *  *

” Bądźcie jak dzieci – powiedział Jezus – Do takich bowiem należy Królestwo Niebieskie.” Umiejcie prosić, cieszyć się, dawać i brać jak one.

4 thoughts on “niebieskie szkiełko

  1. Takie dary są najpiękniejsze 🙂
    I każdy dzień jest trochę jak to niebieskie szkiełko… Do przyjęcia z zachwytem lub odrzucenia.
    Ściskam, Rutko! 🙂

  2. Dzieci są takie naturalne, prawdziwe, hojne w swoich darach. Niestety z czasem wiele z nich otrzymuje od dorosłych lekcję „wyceniania” prezentów wedle innych kryteriów niż serce… i wtedy już krępują się, wtedy zanikają te spontaniczne, zaskakujące dary. Choć nie u wszystkich. Mam ileś takich wspomnień, np. scenka w parku, gdy schylałam się po kasztany (byłam już jak najbardziej dorosła, to było chyba w latach studenckich) i jakiś starszy pan też się schylił i wręczył mi – jednego kasztana.

  3. Można zachować w sobie coś z dziecka nawet mając 80 lat:) a kasztany to też skarby, niemal co rok na jesieni przekonuję się o tym zbierając je z moimi kolejnymi małymi dziećmi;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *