– Wy się napewno nie będziecie nudzili na emeryturze – rzuca nagłą diagnozą Nusia.
Właśnie je obiad po powrocie ze szkoły, a mama przy tym samym kuchennym stole obkleja plastikowe pudełko po odplamiaczu szpachlą do podłóg;)
– Dlaczego tak myślisz? – pyta tata, który właśnie dokonał cudownego rozmnożenia i z jednego kościelnego klęcznika zrobił dwa: jeden dla Ksawerego, drugi – dla żony. I oba tapicerowane!
– Bo wy wciąż wymyślacie i robicie coś nowego. – tłumaczy córka, uśmiechając się zza czarnych skrzydeł włosów.
– Bo już dawno ci mówiłam – włącza się mama z rękami poklejonymi szpachlą – nudzi się tylko człowiek nudny i … – tu macierz podnosi upaciany palec do góry coby wydatnie zaznaczyć, że poleci maksyma – Nie święci garnki lepią!
– No, a teraz wyschnie, pomaluje się i będzie osłonka na doniczkę – kończy dzieło Rutka i odstawia obklejone coś na parapet:)

Tak to u nas jest.
Inwencja twórcza aż kipi. Zupełnie jak bigos z gara. Tylko gar wciąż za mały.
Zwykle bigos pieczemy więc w starym prodiżu, ale teraz już się nie zmieści, więc szukamy czegoś bardziej stosownego np. wielkości miednicy:)
– Może taka gęsiarka? – proponuje miła sprzedawczyni, gdy Rut wyłuszcza swój kulinarny problem. Gęsiarka wygląda tak, że możnaby tam upiec nawet małe jagnię, ale Rut jest sceptyczna.
– Nie, wciąż za mała – mówi.
( Pamiętajcie, że mamy teraz dwoje studentów, a oni biorą jedzenie w słoikach i pudełkach. Na wynos.)
No, ale o bigosie na razie koniec, bo z notatki wyszedł już groch z kapustą – potrawa zupełnie nieznana w naszym regionie.
A teraz idę kończyć szycie rękawiczek ze skrawków futerka;) Oczywiście ręcznie.
Pewnie, że można kupić. Ale po co, jak można uszyć😀
I będą do kompletu z klęcznikiem.

To oczywiście ten Rutkowy, Ksawery ma bardziej dostojny model;)

Nie znacie grochu z kapustą? Oj, żałujcie! (Ja co prawda też od ćwierćwiecza nie jadłam takiego najprawdziwszego, najpyszniejszego… robiła go moja Babcia Helenka).
Groch z kapustą jadaliśmy na Wigilię w Wielkopolsce. Tutaj nikt nie chce tego jeść, więc nie gotuję. Ale u mojej siostry jadam chętnie.
W domu rodzinnym męża ( inny region) gotowali, ale też z roku na rok chętnych ubywało:) i teraz teściowa sama dla siebie garstkę gotuje. Ja ze dwa razy to u nich jadłam i nie zrobiło na mnie pozytywnego wrażenia;) Co kraj,to obyczaj.
Ja uwielbiam bigos – tzn jem go może 2x do roku i w sumie nie wiem dla czego – chyba trudno go zrobić ?! Moja żona ma mało czasu na takie rarytasy. Ja sam lubię również gotować.
Jednak najlepszy bigos robiła moja mama kiedy jeszcze miała na to siły:/
No, trochę roboty z tym bigosem jest wojciu. Ale podpowiem ci patent, który przejęliśmy od teściów. Mięso, grzyby, kapusta kuszona i zwykła i co tam jeszcze chcesz ( śliwki, trochę koncentratu pomidorowego, ciut musztardy, przyprawy do bigosu itd itp.) mieszasz w dużym nacxyniu żaroodpornym ( my w starym prodiżu), podlewasz olejem, trochę wody i wstawiasz do piekarnika. Najlepiej przykryć np. folią aluminiową. Piecze się około 2 godzin, ale trzeba sprawdzac. I gotowe. Bez kipienia, parowania na cała kuchnię i mieszania:)
Kapusta kuszona powiadasz? Ciekawe, jakie pokusy nękają kapustę… 😉
w sumie lepiej kuszona niż skwaszona 😁
Ależ groch z kapustą jest bardzo dobry 🙂 jakem Kujawianka z Kujaw 🙂
na Podlasiu kapusta z grzybami była, bo grzybne lasy tutaj. Ale też już nie gotujemy, bo nikt nie je. A „groch z kapustą” to tylko na określenie chaosu i pomieszania z poplątaniem funkcjonuje😁 Czego wyrazem jest moja ostatnia notatka;)
kuś, kuś, kuś, chodź kapusto do garnka
dobrze ci tu będzie, cieplutko, miłe towarzystwo
a jeszcze milsze cię zje, ale cicho sza 🙂
U nas bez kapusty z grochem nie ma Wigilii 😛
u nas zaś bez pierogów z kapustą i grzybami:) I to koniecznie mojej mamy. Uwielbiam. Dla mnie wigilia może się na nich zacząć i nimi skończyć🤭
Moja babcia robiła takie pierogi… Niestety nie ma już na to siły, a nasze „tak” nie wychodzą.
A dla mnie najważniejszy i tak karp smażony w panierce 😉 ale modra (dziadek był ze Śląska) oraz biała kapusta z grochem – koniecznie!
U nas był wigilijny miks małopolsko-podkarpacko-śląski zawsze, a teraz dzięki mężowi wzbogacił się o element świętokrzyski 🙂
a my i karpia nie jemy, z dzieciństwa pamiętam, że pływał w wannie i dylematy rodziców kto w tym roku go „kropnie”. Tata nie miał do tego serca;)
Ale wigilii bez pierogów niepodobnaż sobie wyobrazić. Dlatego muszę się nauczyć ich robić🌲 Umiem wiele rzeczy robić, ale do tego nie mam talentu. No ale… nie święci pierogi lepią – jak rzecze klasyk🤭
Moi rodzice pochodzą z Podlasia, więc oczywiście od zawsze u nas wspaniałe i jedyne pierogi z kapustą i grzybami, postna kapusta z grzybami, kompot z suszu i smażone placki drożdżowe. Oczywiście też karp itp. , ale kapusta z grochem jest mi całkiem obca, muszę kiedyś spróbować:)
Uściski Kochani 🙂 Taki piękny czas się zbliża:)
O, toś ty swojaczka – jak mawiał Pawlak.
Tak, i racuchy postne na wodzie, czyli te drożdżowe placki były. Kutia. Olej lniany też jedliście w adwencie? z cebulką i chlebem.
Moja mama próbowała wprowadzić olej lniany, ale się nie udało. Wspominała, jak go piła w dzieciństwie. Kutii nie robili. Za to potrawy mogły być tylko na oleju, nie mogło być tłuszczu zwierzęcego ani śmietany. Przepisy na kapustę i pierogi mamy te same, co babcia, więc smak ten sam i przejdzie do następnych pokoleń🥟🥟🥟
Ja lubię olej lniany. Ostatnio nasz Adaś pytał czy jest, więc i dzieci go znają. Ponoć jest mega zdrowy – kwasy Omega 3 i 6.
Tak, u nas post w wigilię był bardzo ścisły, chyba ostrzejszy niż w Wielki Piątek. Żadnego masła, mleka, śmietany. I do tego – jak to w dzień wigilijny – mnóstwo pracy i krzątaniny. Gdy siadaliśmy do wieczerzy, byliśmy głodni jak wilki.
W domu rodzinnym nam jeszcze mówili, że to co przydarzy nam się tego dnia, tak będzie się działo w następnym roku. U nas do dziś w wigilię ścisły post, a słodycze dopiero po pasterce! Tak było w poprzednich pokoleniach i tak pewnie pójdzie dalej:) Dzieciaki się zgadzają na te zasady, później wszystko smakuje lepiej. Smutno mi się robi czasem, gdy dzieci w szkole mówią, że mają ubraną choinkę od końca listopada, a rozbierają tuż po świętach. Chyba nie wiedzą, co tracą:) Czekanie też może być wspaniałe.
Tak, dokładnie tak. Kto rano nie stał, będzie przez cały rok śpiochem, kto się lenił – będzie leniem, kto miał bałagan w pokoju, itd, itp.😁
Znałam takich, którzy ubraną plastikową choinkę wsadzali tylko po świętach w worwk foliowy i wynosili na strych. W następne święta tylko worek zdejmowali i gotowe. Zawsze uważałam, że to okradanie samego siebie z czegoś ważnego.