Wieniec już gotowy, cztery świece stoją na baczność, brokat lśni jak śnieg, pachnie gałązkami…

Oczekiwanie narasta.
Oczekiwanie, że przyjdzie wraz ze wszystkim, co prawdziwe, dobre i piękne. Że noc struchleje pod Jego stopami i odejdzie jak czarny pies podkulając ogon. Świat skrzypi jak stary wóz, gotowy wykoleić się się na skutej lodem drodze.
Przyjdź.
Maranatha.
Oczekujemy Ciebie bardziej niż strażnicy poranka, o wiele bardziej niż oni. (Psalm 130)

My też cieszymy się, że za kilka dni Adwent, że na końcu tej drogi odnajdziemy Jezusa jako niemowlę, kruchego, bezbronnego. Cały czas zdumiewa mnie to, że Pan Bóg to wszystko tak zamierzył, i że nie da się stanąć nad Jezusem i patrzeć z góry, tylko trzeba się nad Nim pochylić, przyklęknąć żeby być bliżej Niego. To też wskazówka, że miarą naszego człowieczeństwa jest to jak traktujemy tych najbardziej bezbronnych, zależnych od nas, jaką postawę wobec nich przyjmiemy… Dla mnie to też czas Nadziei, że póki jest Boże Narodzenie i póki rodzą się na tym świecie dzieci, to jest zawsze szansa na lepsze jutro…
pięknie to napisałaś❤️
Nawet w czysto ludzkim wymiarze oczekiwanie ma niezwykły smak (jak to zauważyła pewna rudowłosa dziewczynka przy okazji pikniku). A to coroczne oczekiwanie skupia w sobie, czyni wyraźniejszą, wielką tęsknotę całego naszego życia… Maranatha!
🙂
Ania z Zielonego Wzgórza wychowała wiele pokoleń na mądrych ludzi. Szkoda, że niewielu chłopców czytało;)
A ja z kolei mam poczucie, że nie nacieszyłam się listopadem, a tak lubię ten miesiąc, zresztą jak wszystkie inne:)
Pewnie przez choroby, bo u nas covid nadal szaleje. Dni strachu, bo jednak zachorował też mąż. Mam nadzieję, ze już będzie lepiej. Chyba widzę światełko w tunelu.
Życzymy Wam pięknego, spokojnego, owocnego i zdrowego oczekiwania:)
I Wam mamo trójeczki. I dużo zdrowia. Teraz, jak już przechorowaliście, będzie na pewno lżej. To taka jakby szczepionka dla Twojego męża – popatrz na to w ten sposób.