narodziny

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Rut
jest światłolubna.

Każdy
to wie. O tej porze roku, po wielu tygodniach długich nocy i krótkich szarych
dni opadają jej skrzydła. Radzi sobie z tym jak umie. W kąciku ciepłym przy
grzejniku skrzydła suszy, herbatą gorącą podlewa, świecom wszędzie ustawionym
blask kradnie, książkami się żywi, sekundy zatrzymuje opowieściami, w katalogu
roślin pomieszkuje, „Roku w ogrodzie” nie przegapi bladym świtem.

Nie
wszystko pomaga.

Nie
zawsze.

Dlatego
czasem jedyny ciąg logiczny jaki dostrzega to lampki na choince.

Niebieska-
różowa – zielona- żółta-czerwona.

Aż dnia
pewnego, gdy baterie słoneczne są już na wyczerpaniu, ostatnim błyskiem
geniuszu  wpada na pomysł.

Myśl,
od której skrzydła prężą się i drżą.

Nad
stołem drewnianym, przy kubku z herbatą swój projekt przed mężem rysuje.

Kilka
słów, kilka zdań barwnych, garść argumentów i brązowe oczy słuchającego płoną  tą samą gorączką.

– Czy
to jest możliwe? – pyta na koniec ona, świadoma, że w takich razach nie do
końca bywa realistką.

Od
realizmu jest on, a teraz kiwa głową

– Tak,
oczywiście. – mówi i bierze kartkę i długopis, by jej wizję przekuć w schematy
i wyliczenia.

Cały
wieczór trwa ten proces.

Marzenie
to iskra, lecz by zapłonęło prawdziwym ogniem trzeba czasu i wysiłku.

Ona
jest od iskier. On od kowadła, na którym wykuwa rzeczywistość.

– Ale
mi smaku narobiłaś – mówi szeptem w nocnej ciszy. W szeleście słów igra
szczęście.

– Od
tego jestem. – śmieje się ona – By twemu życiu dodawać smaku.

 

I już
są szczęśliwi oboje.

 

Mają
plan.

Plan na
cały rok. Mnóstwo trudu i pracy, tysięcy wyborów i zaciskania pasa, rąk
zdartych do krwi, ramion nadwyrężonych, włosów posiwiałych od pyłu, kropli potu
płynących w oczy. Czyli to dokładnie co Rut i Miś pasjami lubią. Zrobić coś z
niczego, z wysypiska śmieci –trawnik, z ugoru-ogród barwny, z rudery – coś
domowego i przytulnego.

 

Tak
właśnie rodzą się letniska.

W
zimowe długie wieczory, nad parującym kubkiem bursztynowej herbaty, po której
jak obietnice pływają kawałki poziomek i listki bławatków.

 

Letniska
rodzą się z tęsknoty za światłem, kiełkują z jego braku.

Jak
nasiona niektórych kwiatów – by wykiełkowały muszą być najpierw przemrożone,
pozbawione wszystkiego.

 

Na
krawędzi braku, poczyna się tęsknota, a tęsknota to rodzona matka marzeń. Z
marzeń powstaje wszystko inne. Rzeczy, wydarzenia, domy, mosty, obrazy,
wiersze, książki…

 

Wszystko
jednak zaczyna się od braku i od tęsknoty.

Fundamenty
wszechświata.

*********

ON też tak zaczynał.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *