właściwa miara rzeczy

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4



„ Czy zdarzyło ci
się kiedy, że gdy szedłeś łąką czy lasem, owiewany przez wiatr, dostrzegłeś w
tym wietrze dotknięcie Boga.” ???

 

[x. T. Dejczer]

 

 

 

Zaczęło się.

Wraz z wiosną rozwinęły się nam
skrzydła. Zupełnie tak jak kwiatom otwierają się kielichy.

Niemal co dzień robimy krótszy lub
dłuższy wypad na działkę.

Każda wolna chwila kusi by
poszybować właśnie tam.

Znowu idę przez stary sad, na wpół
uśpiony jeszcze, na wpół odtajały, jakby przeciągający się po zimowym śnie.
Wsiąkam powoli w jego ciszę. Czuję na policzkach rozwiane włosy wiatru. Są
różowo-niebieskie. Różowe pasma są ciepłe i miękkie, niebieskie – wciąż jeszcze
przesycone mrozem.

Ziemia pod sosnami usłana jest
brązowymi wiórkami szyszek, dalej przyrudziały dywan trawy z bezładnie
poutykanymi suchymi liśćmi dębu. Jakby panna szykowała się pospiesznie na tańce
i powtykała sobie byle jak kwiaty we włosy.

Pod brzózkami słońce bawi się
cieniami.

Siadam na ławeczce, tej Dusiowej.
Wygląda jakby wtopiła się w krajobraz, jakby była tu od zawsze, wyrosła z ziemi
jak grzyb po deszczu. Jakby to miejsce pod pochylonym drzewkiem zostało
stworzone dla niej.

„Dla mnie też” – myślę i siadam,
przymykając oczy.

Moja świątynia dumania:)

 

Wiatr przestał się bawić moją
twarzą. Przeniósł się w korony brzozowego lasku. Jednostajny ledwie słyszalny
szum jak szum oceanu jest tłem dla ciszy, którą tu zawsze znajduję. Czasem ptak
załopoce skrzydłami, krzyk jastrzębia przeszyje powietrze, zaszeleści uschnięty
liść, śmiech i krzyki dzieci dolecą z podwórka. Nic jednak nie zakłóca ciszy.
Ona trwa, spływa strużkami jak woda z roztapiającego się śniegu. Wprost na dno
głowy skołatanej myślami.

 

I wszystko naraz widzisz z
zupełnie innej perspektywy.

Ważne sprawy stają na głowie i
tupią uszami jak klowni w cyrku. Rzeczy nie cierpiące zwłoki stają się błahostkami
bez większego znaczenia. Ludzkie sądy i gadanie jak gdakanie kur w kurniku,
którym wszak nikt się nie przejmuje. Przykrości i przeszkody okazują się
niegroźną stertą sosnowych igiełek rozsypanych na drodze. Baloniki aspiracji
tracą powietrze i swoje zadęcie. A ja sama, biegająca wokół własnej osoby,
staję się malutkim kryształkiem piasku na wskazującym palcu Boga.

Tutaj, w tej ciszy, wszystko wraca
do właściwych rozmiarów.

 

Cisza jest nam potrzebna.

Można długo żyć bez  niej i nie wiedzieć czego nam brakuje. Z
przyspieszonym pulsem, rozszerzonymi źrenicami, z kołataniem serca, galopem
myśli w głowie, w chaosie i szumie. Można tak żyć dosyć długo, tracąc powoli
kontakt z samym sobą i z Bogiem. Ale cisza prędzej czy później zagości w naszym
życiu i trzeba będzie stanąć przed nią jak przed kryształowym lustrem.

Ten sad moich dziadków wraz z jego
ciszą jest moim lustrem, w którym widzę siebie jaką jestem i kalejdoskopem, w
którym widzę sprawy jakimi są naprawdę. Ich banalność chwilami przyprawia o
uśmiech.

 

Czymże są wobec ciszy?

 

Czymże to jest w
obliczu wieczności?

 

– skądś znam te słowa. Nie
pamiętam skąd. Może ktoś mi je powiedział, może przeczytałam je gdzieś. Padły
na podatny grunt i wrosły w moje życie. Wystarczy w miejsce słowa „to” wstawić
sprawę , która nas trapi, spędza sen z powiek lub z powodu której się
przesadnie nakręcamy.

 

W obliczu ciszy – przedsionka
wieczności wszystko wygląda inaczej.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *