Patrzę jak wagoniki ciężko wspinają się pod górę. Szczyt jest na 77 metrach, potem nagłe zawieszenie, jakby chwila zadumy i wahania i…oto kolejka leci w dół, prawie pionowo. Prędkość, jakiej nabiera pcha ją przez kolejne wzniesienia, pętle, zakręty i koleje losu.
Gdyby jednak nie ta pierwsza góra, ten mozół wspięcia na nią, nie byłaby możliwa żadna dalsza podróż. To tam zrodziła się siła.

* * *
Myślę o Kalwarii. Jego i moich własnych górach pełnych cierpienia i trudu. O tych momentach tam, na samym szczycie bólu i przerażenia.
O decyzji, jaką trzeba podjąć właśnie tam. Że wciąż ufasz. Mimo wszystko. Choć przepaść otwiera się pod stopami, ty wierzysz resztką woli, że ktoś zamieni ją w drogę.
I tak jest.
Kalwaria jest tylko punktem rozpędu. Potem już nic nie jest takie samo, potem już nie ma przeszkód nie do pokonania. Nabierasz takiej mocy, że drobne pagórki i przeszkody są już tylko igraszką. Życiowe zawirowania, ostre zakręty, wiraże, gdy świat wywraca się do góry nogami są niczym, gdy odwrócisz się i przypomnisz sobie tamto wzniesienie.

Po tym, gdy mój mąż zachorował na raka, po jego dwóch dramatycznych operacjach, już nigdy nic nie było takie samo.
Od tamtej pory każda przeszkoda, trudność czy cierpienie jest do zniesienia, a każda radość, sukces, każdy poranek są cenniejsze. Umiem więcej unieść, bardziej dziękować, świętować, głębiej oddychać, mniej się bać, budować szeroki pas dystansu pomiędzy mną, a tym, co się dzieje wokół.
Wystarczy, że spojrzę na tamten szczyt, wrócę myślą do tamtego krzyża.
Tak dużo mnie nauczył.
Rozmawiamy o nim raz po raz z mężem.
Czy nie spadliśmy wtedy jak się spada z hyperionem głową w dół, pionowo, na pograniczu roztrzaskania się?
Siła, jaką wtedy zyskałam przenosi mnie teraz lekko ponad wszystkim.

Teraz, gdy czytam słowa Stachury, moje serce krzyczy: Tak, tak!!! To prawda!!!
” Położyłem się wieczorem i obudziłem się rano.
Przecież to jest jedno z najpiękniejszych zdań świata, to jest olśniewające, to jest snop światła w same oczy, w same usta.
Jak mogłem przedtem tego nie zauważyć?
Ile razy wypowiedziałem to zwyczajne, proste zdanie, nie zdając sobie sprawy, nie wiedząc, ślepy, że to jest przecież cud, opisanie cudu.”
( Siekierezada, E. Stachura)

Tak, możliwość zaczęcia kolejnego poranka to cud i obym, nigdy nie myślała, że to jest coś zwykłego, należacego mi się odgórnie. Takie traumatyczne doświadczenia, jeżeli nie powalą od razu, to na pewno wzmocnią, w myśl powiedzenia ” co nas nie zabije, to nas wzmocni”. Wypadek samochodowy, z udziałem dwóch tirów, kiedy mój samochodzik, był pomiędzy nimi, były taką szkołą życia i wdzięczności dla mnie, że od pięciu lat wszystko jest cudem❤️, a samodzielność, po kilkutygodniowym uruchomieniu, czymś najwspanialszym.
Tak Iwono, każdy kto to przeżyje, jest już innym człowiekiem. Jakby dano inne oczy, uszy, serce. Bardziej czułe na każdy drobiazg. Dla każdego to będzie inny szczyt, inny krzyż, lecz siła ta sama.
Taki tekst mógł wyjsć tylko z Twojego serca. Pozostaję w zachwycie ❤️
Ty masz teraz jazdę bez trzymanki na hyperionie:) Przejdziesz to. Wierzę🩵
Wiem, o czym piszesz.
Gdy się jest w oku cyklonu, patrząc na ludzi dookoła zajętych swoimi codziennymi sprawami, człowiek myśli: jacy oni są wszyscy szczęśliwi, tylko o tym nie wiedzą.
Z biegiem czasu trochę się zapomina i dobrze wrócić myślami do TAMTYCH chwil, aby postawić się do pionu.
ps Nie wierzę, że przejechałaś hyperiona???? Jeśli tak – składam pokołon do samej ziemi:)
Nie przejechałam:) Patrzyłam na to z boku. Jednak wdpomnienie choroby lokomocyjnej z dziecinstwa jest wciąż zbyt żywe. Ale jeśli jeszcze raz nadarzy się okazja, nie ręczę, że wytrzymam i nie wsiądę.
Zwłaszcza, ze jedna z dziewczynek powiedziała, że hyperion przy sali strachu to „maly pikuś”. Byłam na tej sali strachu i tylko się uśmiałam;)
Mojego męża po hyperionie szyja bolała przez kilka tygodni, za to córka przejechała kilka razy. Razem śpiewaliśmy o nim piosenkę (z przebojów Energylandii), polecam, na swój sposób wzruszająca 😉 Ja nigdy nie zdobyłabym się na przejechanie nim. Podziwiam!!! Jesteś twardą zawodniczką. Zresztą od dawna to wiemy:)
Rut – życzę cudownych wakacji. Od dziś – wolność:)!
tak, wolność kochana! jeszcze tylko jedna rada i zwalczyć muszę wirusa, którym poczęstowały mnie na odchodne przedszkolaki:) i już wakacje👍