kobieto…

 

– Oj, nie udała Ci się ta część życia kobiety – przyganiam Mu w duchu.

Bo oto moja przyjaciółka ze Słowacji od przed- Wielkanocy ma ciągłe krwotoki i od tego anemię. Potem koleżanka w pracy zwierza mi się, że się prawie wykrwawia.

– Tak, tak – wspomina moja mama – Pamiętam. Nie miałam sił wtedy nic robić.

A na koniec ta sama dolegliwość przychodzi i na mnie.

Nie, nie to, że jestem przerażona. Już naprawdę niejedno przeszłam w życiu. Radzę sobie. Pracuję. Uśmiecham się.

Co nie zmienia faktu, że to naprawdę trudny etap w życiu.

Więc mówię Mu nieco kapryśnie:

– Nie udało Ci się to, bo niby jaki sens ma wielodniowe, wielotygodniowe, wielomiesięczne wykrwawianie się…

i nagle moja myśl urywa się w tym miejscu i staje jak wryta wobec nagłego zrozumienia.

Tak niedawno czytałam te słowa: „w moim ciele dopełniam udręk Jezusa”.

Teraz nagle pojawiły się jak odpowiedź pisana palcem na piasku. Ramię podtrzymujące słabość, załom skały wśród wiatru.

Tak, jeśli czegoś brakowało Twojej męce, jeśli za mało Krwi wylałeś… oto my, kobiety wszystkich wieków cierpliwie, po cichu i bez rozgłosu dolewamy własną krew do kielicha.

Począwszy od niej, od tej, która 12 lat cierpiała na krwotok i u Ciebie – blada i drżąca – znalazła współczucie.

Dlatego w Ewangelii o niej napisano.

O jej chorobie bardzo intymnej i uznawanej za wstydliwą.

Byśmy się wszystkie odnalazły w niej i jej rozterce. I w Twoich oczach. I w Twoim współczującym i pełnym podziwu słowie: „kobieto, twoja wiara…”.

Ile już krwi wylałyśmy.

Więcej niż wchłonęły wszystkie pola bitewne świata.

Przy porodach, w połogu, co miesiąc, przy krwotokach, gdy kończy się nasza płodność … Nie w nimbie chwały, nie za ordery zasługi, nie pod trzepoczącymi sztandarami, nie chowane z honorami.

Ta nasza krew.

Nie jest przypadkiem.

Ani pomyłką Boga. Żadnym Jego niedopatrzeniem.

Może dzięki niej…

Kobieto, twoja wiara …

Stoi Bóg zadziwiony nad kruchą, drżącą kobietą, w której tyle mocy odnalazł.

 

 

 

O ruttka

Szczęśliwa żona od 24 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny, malowanie i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na kobieto…

  1. Rivulet pisze:

    Ja miałam krwotoki przez miesiąc po każdym porodzie… Taki bonus, ponoć słabo obkurczająca się macica. Ból był gorszy niż ten porodowy. Szczególnie w pierwszych dniach, gdy wymiotowałam z bólu. Oj, też mi się zdarza jęczeć: „po co? czemu???”. Trudno widzieć podobieństwo do Chrystusa w tej wydawałoby się intymnej fizyczności.
    A jednak… Podobnie myślę, że dopełnieniem Jego udręk jest każdy ból skrzywdzonej, wykorzystanej kobiety. To trochę pomaga… Czasem.

  2. ruttka pisze:

    Pewnie Riv każda kobieta mogłaby opowiedzieć swoją historię. Ale zwykle o tym nie mówimy. To cierpienie jest zupełnie ukryte. Może dlatego tak cenne w oczach Boga.

  3. Alicja M.M. pisze:

    Kilka lat temu ja też całkiem na nowo zobaczyłam, zrozumiałam, tę uzdrowioną przez Jezusa kobietę… Choć i tak mamy łatwiej niż ona. Jej wiara była połączona z niesamowitą odwagą, determinacją… przecież była uważana za nieczystą, nie wolno jej było nikogo dotykać, a ona przecisnęła się przez tłum, by dotknąć Jezusa.

  4. ruttka pisze:

    12 lat nie mogła wejść do synagogi, uczestniczyć w świętach, spożyć paschalnej wieczerzy z bliskimi:(
    Pewnie nie uwierzysz, ale na studiach mieszkałam w pokoju z dziewczyną z Białorusi. Mówiła, że u nich kobieta, która ma krwawienie miesięczne nie mogła przyjmować Komunii świętej. W 20 wieku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *