czułość ogrodnika

 

Okrążam dom ubrana w kurtkę i długie gumowce. Znowu mokro i zimno. Ale to przecież nie powód żeby nie dojrzeć ogródków i nie sprawdzić co słychać w sadzie.

Przy okazji rozmawiam przez komunikator z najstarszą córką. Właśnie opowiada mi szczegóły zdanego trudnego egzaminu; o tym, że profesor znany jako postrach uczelni, nagle złagodniał jak baranek i w miłej atmosferze cała grupa zdała na piątki.

– A widzisz – mówię, śmiejąc się – a my tu z tatusiem tuż przed pierwszą zaczęliśmy się modlić na różańcu. Przyzywałam wszystkich świętych Pańskich i anioły żeby wyprosili dla profesora dar łagodności, cierpliwości i wyrozumiałości.

– No i widzisz: wszyscy zdali – kwituje Ala.

Tymczasem ja na mojej ścieżce zauważam coś, co odrywa moją myśl od tematu sesji.

– O, czekaj – przerwam córce – muszę go zerwać – relacjonuję – Bo jedna piwonia upadła.

I rzeczywiście, pochyliwszy się od ciężaru kropel, na wpół rozkwiły bladoróżowy kwiat dotyka rozmokłej ziemi.

– Nie może tak być żeby piwonia leżała w błocie – dodaję, zrywając kwiat i niosę go do domu, do wazonu. W ciepło, światło, do wody.

* * *

Dzień przed nawałnicą, ostrzeżona komunikatami meteorologicznymi i alertami na telefon, ścięłam wszystkie rozkwitłe kwiaty piwonii.

– Deszcz je zmoczy, sczernieją płatki i po ich pięknie – tłumaczyłam mężowi, upychając pachnące słodko bukiety do szklanych wazonów – A tak jeszcze sobie na nie parę dni popatrzymy.

I patrzę oto.

Jeden dzień, drugi, trzeci. Zapach wypełnia przestrzeń domu. Róż płatków przyciąga nieustannie wzrok, ich delikatność i niewinność sprawiają, że serce drży ze wzruszenia.

 

* * *

Czy nie tak jest właśnie z niektórymi z nas? Czy Bóg nie zrywa nas nim zimny podmuch czy ulewa zniszczą to, co najcenniejsze? Całe naręcza mokrych od rosy kwiatów niesie do swego domu. Czy nie podnosi nas, gdy zmiażdżeni na różne sposoby, upadniemy w błoto? Czy nie ociera dłonią, nie zabiera do domu? Czujny czujnością kogoś, Kto nigdy nie śpi i zawsze kocha.

Usłyszy szept i to, co cichsze od szeptu: błaganie bezgłośne tych, którzy stracili już nadzieję. Pochyli się nad tymi, którzy sami nad sobą by się nie pochylili. Zobaczy tych, którzy stali się niewidzialni dla świata. Wdeptanych w błoto czule podniesie.

– Znów na świecie mokro i zimno – mówi – Ale to nie powód żebym nie poszedł szukać w moim ogrodzie. Może jeszcze kogoś znajdę.

Jak dobrze być odnalezionym, jak dobrze być zerwanym przez Jego Dłoń, jak dobrze przekwitać i opaść w końcu, lekko tańcząc, do Jego stóp milionem płatków.

 

„Święty, święty, święty Pan Bóg Zastępów,

pełne są niebiosa

i ziemia

chwały Twojej”.

 

 

O ruttka

Szczęśliwa żona od 25 lat, mama czwórki dzieci, w tym trójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny, malowanie i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na czułość ogrodnika

  1. Rivulet pisze:

    O, Rut…
    Bardzo ci dziękuję za ten wpis…
    <3
    W moim malutkim ogrodzie brak już miejsca na piwonie i róże, ale wzruszam się tymi, które kwitną w innych ogrodach przy naszej ulicy 🙂 To też przygotowuje do nieba, że te wszystkie piękne rzeczy, które tak poruszają moje serce, są nie moje… Może po drugiej stronie Bóg przywita mnie wielkim ogrodem pełnym róż i piwonii 🙂

  2. ruttka pisze:

    albo Riv wielkim bukietem pachnących piwonii🌸🌸🌸

  3. mama+trójeczki pisze:

    U moich rodziców w ogrodzie zawsze są takie przepiękne piwonie, róże, dalie itp. Wszystko wymuskane, zadbane.
    Ale ja na ten ogród przeważnie patrzę przez pryzmat ogromu pracy, który w niego się wkłada. Dość dobrze jeszcze to pamiętam:) A ponieważ nie lubiłam pracować przy roślinach, a musiałam, to dziś wolę podziwiać przepiękne ogrody innych. To bardzo przyjemne:)
    Z drugiej strony wszystko co piękne wymaga pracy i trudu:)

  4. ruttka pisze:

    Moje ogródki nie są tak wymuskane, choć też trzeba włożyć sporo pracy.
    Pamiętam, że gdy byłam dzieckiem, mama kazała mi pielić w ogródku, a ja niestety nie umiałam odróżnić małych kwiatów od małych chwastów:) Dziś się z tego śmieję, ale wtedy to był wielki problem i nie wiedziałam o co mama się gniewa;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *