sekret

 

Ludzie roześmieli by się, gdyby wiedzieli, że można tęsknić za tą chwilą poranka, gdy wszystko, co trzeba zrobione: pozmywane naczynia, dzieciom dane śniadanie, szczapki w piecu płoną, koty nakarmione śpią na ławce, czapka na uszy naciągnięta i… można wyjść w sad i z różańcem grzechoczącym w kieszeni paltka, zanurzyć się w ciszę.

To wilgotna i pachnąca jeszcze stopniałym śniegiem cisza, zbierająca się milionem kropelek wody na źdźbłach traw, suchych liściach, strząsana z gałązek za kołnierz, przetykana świergotem sikorek.
– Nie wiem co to za ptak – powiedział mi ostatnio mężulek, gdyśmy spacerowali razem wśród takiej ciszy – On zawsze śpiewa na wiosnę, więc nazywam go „wiosennym ptakiem”.
– To sikorki – roześmiałam się, one właśnie tak śpiewają, gdy robi się cieplej.
Wiem co mówię, wpływ brata – doktora ornitologii jest nieoceniony;)


* * *
Ludzie śmieliby się, gdyby wiedzieli jak Max wstaje od świątecznego stołu i wybrawszy trzy jabłka z koszyka idzie, by nakarmić kosy.
– A nie będą jadły aronii? Specjalnie zostawiamy dla ptaków – zapytałam.
– Jabłka są bardziej soczyste – poinstruował mnie brat.
A potem mogliśmy obserwować przez okno jak nadziewa czerwone owoce na ośnieżone gałązki drzew i krzewów. W gęstniejącym mroku grudniowego wieczoru.
– Bliżej domu!!! – krzyknęłam jeszcze – Żebyśmy je widzieli.


* * *
Ludzie śmieliby się, gdyby widzieli jak ratujemy małą fiolkę po migdałowym aromacie.
– Nie wyrzucaj jej!!! – krzyknęła Ala, widząc tatę schylonego nad koszem na śmieci.
– Po co wam ona? – zapytał zdumiony, wpatrując się w szklaną buteleczkę wielkości kciuka.
– Jest piękna.- powiedziałam.
– I można z niej zrobić wazonik na jedną stokrotkę – argumentowała córka.
Mężo – tatuś zrobił wielkie oczy, ale posłusznie odstawił naczyńko do zlewu.
A my przytuliłyśmy się to siebie jak koty.
– Wazonik na jedną stokrotkę – zaśmiałyśmy się obie.

I oto jest…



* * *
Wielu ludzi śmiałoby się, gdyby ktoś im powiedział, że takie drobiazgi są skarbami. Takie chwile, gesty, maleńkie jak ziarnko grochu przedmioty.
Ale są.
Cisza w sadzie, zaśpiew „wiosennego ptaka”, jabłko dla kosa, wazonik na jedną stokrotkę.

I wcale nie marzysz o wielkich balach, ekstremalnych doznaniach, koliach z diamentów, egzotycznych podróżach, bo wiesz, że to nic nie znaczące drobiazgi, które nigdy nie nasycą prawdziwym szczęściem.



Odkryłeś, że sekret bycia szczęśliwym ukryty jest zupełnie gdzie indziej.

W ukochaniu zwyczajnego, maleńkiego życia.


O ruttka

Szczęśliwa żona od 22 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na sekret

  1. Alicja M.M. pisze:

    Wiesz, Rut, dla mnie smutne jest, że tak naprawdę trudno to nazwać sekretem. Jest tylu ludzi, którym możesz usiłować to wytłumaczyć, lub – co przecież powinno bardziej przekonywać – uobecniać samą sobą, własnym życiem. A oni i tak… nie wierzą? Nie potrafią? Nie mam pojęcia, dlaczego. Wydaje mi się, że to nie tylko wpływ miraży „wielkiego świata”, wszelkiego rodzaju reklam, nadprodukcji i tak dalej… Choć oczywiście, gdyby sekret został powszechnie odkryty, to wszystko by się z hukiem zawaliło.

  2. ruttka pisze:

    Tak, Alicjo – to w sumie nie jest żaden sekret. Nikt tego przed nami nie ukrywa, nikt nie szyfruje dla wybranych, a ci, którzy starają się tak żyć, nie ukrywają nic przed światem.
    A jednak tak niewielu wierzy, że to możliwe. I szukają na bezdrożach. Tylu ginie goniąc za fatamorganą.

  3. Ama pisze:

    Ornitologiczne pytanie: czy kosy przylatują do jabłek?

  4. Pani Łyżeczka pisze:

    U nas dziś inwazja sikorek. Nie wiem, skąd się wzięły, wczoraj ich nie było. Obsiadły jabłonkę, tylko jabłek nie znalazły…

  5. ruttka pisze:

    One tak przylatują falami, jednego dnia ich nie ma, a drugiego – po dziesięć na każdej słonince:) Jabłek chyba nie jedzą, lubią tłuszczyk i ziarna.

  6. mamapiateczki pisze:

    Wiele osób widząc chorobę naszego synka, komentuje,że tyle zostało nam odebrane,że nie możemy teraz pójść czy pojechać gdzieś tam… staramy się tłumaczyć, że nas nigdy gdzieś tam nie ciągnęło, że trudno nam było wytrzymać w tłumie i hałasie, ostrych światłach i wrażeniach. Zawsze ceniliśmy ciszę,prostotę i zwyczajność. Nasz Synek naprawdę trafił pod dobry adres 🙂 i przyniósł nam wiele radości i pokoju.

  7. ruttka pisze:

    Bóg wie gdzie posłać takie dzieci🌸 I wogóle zna nas najlepiej, więc przyjmując Jego scenariusz ( nawet najtrudniejszy) będziemy czuli się dopełnieni, zrozumiani, szczęśliwi. Może i pozbawia nas czegoś przez krzyże ( np. mojego męża – nerki i kawalka płuc), ale o wiele więcej daje. Tylko trudno to wytłumaczyć ludziom wokół. Bo na to nie ma słów. Dobrze, że jest milczenie🌺
    Jesteście cudowną rodziną, wyjątkową mamo piąteczki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *