złoty abażur

 

Dni jesienne podobne są tym lampkom z pomarańczowym abażurem, które otulają dom ciepłym światłem.


W moim domu rodzinnym była taka lampa, ze stoliczkiem, gazetnikiem i abażurem splecionym ze sznurka. Lubiłam jej nienachalne światło rozproszone po ścianach i sprzętach. Lubiłam siadać w krążku największej jasności tuż pod nią. Chyba do dziś stoi w domu mojej mamy, lecz jak staroświecka dama już wielokrotnie zmieniła suknię abażuru. Czasami ma do niej przypiętą różę z materiału, czasem motyla z piórek.


Dni jesienne są właśnie takie.
Pełne powoli gasnącego blasku stare damy, które czasem jeszcze upną sobie kwiat róży we włosy lub motyla do rudziejącej sukni. Upudrują policzki o świcie, pomalują usta w na kolor jarzębiny.


Lubię je, te dni. Jak lubiłam lampę w domu rodzinnym.
Siedzę sobie w ich amarantowym świetle i nawijam na palec pasemko złotej refleksji.
Jest chyba szansa, że polubię też starość. Własną.
– Jesteś jeszcze taka młodziutka – powiedział mi ksiądz staruszek.
Zaśmiałam się.
– Ojcze, już nie. Mam prawie 50 lat.
On też się zaśmiał się.
– Jesteś jeszcze młodziutka – powtórzył.
🙂
Może nie wyglądam na tyle, ale ból stawów o każdym poranku mi świadkiem, że tyle mam:)
Lecz – mimo to – wierzę, że polubię starość. Dla jej złotej mądrości i ciepłej refleksji wypełniającej dom od środka jak lampion.


Już teraz zgadzam się na bycie staruszką. Zżywam się z tą myślą, uczę się jak być dalekowidzem i czekam na wnuki.
W sklepach zachwycam się malutkimi ubrankami, bucikami, czapeczkami.
– Alusia, popatrz – pokazuję córce strzelając słodkim uśmiechem.
– Oj, mamuś – karci mnie, bo wie o co mi chodzi:)

* * *
Zapalam małą lampkę w tym moim nowym kąciku czytelniczym. Nie ma pomarańczowego abażuru, ale też daje łagodne światło.
I wciąż wraca do mnie piosneczka małej Lotty z książki Astrid Lingred:

Gdy wracam do domu, ma chatka malutka  

I sama w niej jestem, zupełnie samiutka 

Lampeczkę zapalam, co ledwie się tli, 

I tylko mój kotek ze mną śpi…

 

Tę książkę tyle razy czytałam moim dzieciom. Kiedyś na pewno przeczytam ją moim wnusiom. I zanucę piosenkę o lampce.

Jak dożyję;)
Na razie jesień stoi w moim progu.
Wdmuchuje złote liście do przedpokoju.

 

O ruttka

Szczęśliwa żona od 22 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na złoty abażur

  1. Mama trojeczki pisze:

    Ja skrupulatnie odliczam lata do emerytury😆 Mam duzo planow. Koleżanki z pracy sie ze mnie śmieją z tego powodu. Ale w sumie im jestem starsza, tym większą przyjemnosc sprawia mi praca🤔 Zobaczysz, bedziemy super staruszkami💃Zycze slicznych jesiennych dni. Jest pięknie!🍁🍁🍁

  2. ruttka pisze:

    Ja też odliczam;) Dużo ich jeszcze. Ale liczę, że doczekam pogodnej starości. I wnuków:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *