Zdjęcie z ogrodu…
i gdy biorę pędzle i akwarelki…

Ten sam kwiat kosmosu i dwa portrety.
Jestem autorem obu wizerunków, ale nie jestem autorem kwiatu.
Mogłabym go jeszcze opisać paroma barwnymi zdaniami, ale to nic nie zmieni.
Mogłabym go zasuszyć, ale prawda o nim wypłowieje i zwiędnie.
Widzę tylko kawałeczki, potem oddaję tylko część tego, co widzę. Na koniec zostaje kropla prawdy o rzeczy. Kropla z domieszkami mnie samej, więc nie czysta prawda.
Zbliżać się całe życie uparcie i pokornie do stwierdzenia, że nic nie widzę, nic nie słyszę i nic nie wiem.
Nie jestem miarą rzeczy.
Mogę próbować schwytać jak się chwyta migotliwe cienie na ścianie.
I drobny kwiatek kosmosu drżący na łodyżce i wielki kosmos nade mną z równą łatwością wyślizgują się mojemu poznaniu.
Kosmos, który noszę w sobie jest dla mnie nieprzenikniony.
