radość jesieni

 

Świat wokół coraz bardziej złocieje. Jakby co noc ktoś brał pędzel do ręki i malował złotą farbą liście, trawy, pejzaże. Dokładnie, z pietyzmem starych mistrzów.
Nieopisane piękno odsłania kotara każdego poranka, słońce ślizga się potokami i ścieka strumyczkami jak po miedzianych dachach kościołów. Wiatr czochra włosy brzozom i za każdym razem wytrzepuje nową falę złotych liści. Złoty brzozowy deszcz zacina w szyby, wysypuje się z pełnych rynien, wiruje serpentynami zanim spocznie na ziemi.
Radość dojrzałości.



* * *

Ostatnie kulki winogronu znajduję w gęstwinie. Długo muszę przeczesywać palcami liście i błądzić wśród pędów, nim znajdę parę soczystych owoców.


Niemal wszystkie grona zerwaliśmy wraz ze znajomymi tydzień temu. Czas już był najwyższy, nabrzmiały sokiem pod ciemną skórką. Potem odarliśmy owoce z szypułek i śmiejąc się jak dzieci, zgnietliśmy rękami. Na koniec pachnącą miazgę władowaliśmy do gąsiora. Ręce mieliśmy na oślep skrwawione ich sokiem – jak pisał soczyście Leśmian w jednym z erotyków ( tam pisał o malinach:)
Teraz szklany gąsiorek wypełniony smakiem jesieni bulgocze i stęka zaaferowany produkcją gronowego wina.
Pierwszy raz robimy wino.
Radość dojrzałości.

* * *

Siedzę na niebieskim leżaku, a obok mnie siedzi biedronka. Wylądowała tu nagle jak mały samolot i kokosi się. Jest obłędnie czerwona na tle niemal chabrowej tkaniny.
Czytam „On i ja” Gabrieli. Po raz… nie wiem który. I podkreślam to, co najczulsze i najpiękniejsze obłędnie fluorescencyjnym zielonym markerem.


Siedzę „naubierana jak Haman” – jakby powiedziała moja mama. Na szyi kwiecista apaszka, za duża bluza męża, na nogach włochate skarpety w biało- czarne paski i kroksy, a na głowie czapka w kropki. To pewnie z racji tej czapki przysiadła się biedronka:)


Korzystam z ostatnich promieni jesieni, ale jestem chora, więc ubrań nigdy dość.
Chyba po raz drugi i to mimo zaszczepienia przechodzę covida. W każdym bądź razie mam klasyczne objawy. Nie jest tak ciężko jak rok temu, ale sił brakuje raz po raz.


Ale to nic.

Robię wszystko powolutku, odpoczywając co chwila. Zbiorę pranie – poleżę, obiorę ziemniaki – poleżę, przesadzę kwiatka i znów poleżę. Dziś posprzątałam jeden pokój, Z wieloma przystankami.

A na takich przystankach tyle atrakcji czeka: można odmówić różaniec, pomarzyć, poczytać coś, popisać z synem studentem na komunikatorze, porozmawiać z Aniołem Stróżem, wysłać komuś zdjęcie, zaplanować obiad, obejrzeć nowy przepis na Yt, albo pospać jak już zupełnie sił brak.

Można też pisać na blogu.
Właśnie piszę teraz z takiego przystanku:)


Przystanki są fajne. I potrzebne. Uczą zatrzymywać się. Uczą czekania i uważności. Uczą pokory. A rzadko o tym pamiętamy, gdy siły i zdrowie dopisują.

Wiele czasu musi minąć nim docenimy przystanki. Czasem nawet pół wieku:)

Radość dojrzałości.

 

 

O ruttka

Szczęśliwa żona od 22 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na radość jesieni

  1. Alicja M.M. pisze:

    Prawie najnowszy tomik ks. Jerzego Szymika, poety i profesora teologii zarazem, ma tytuł „Dobre wino”. Polecam! (Nie tylko ten tomik, jego wszystkie).

  2. ruttka pisze:

    Mam wiele jego tomików, ale tego najnowszego jeszcze nie:)

  3. Rivulet pisze:

    Radość dojrzałości 🙂
    A tomik Szymika muszę sprawdzić, dzięki dziewczyny 🙂
    Odpoczywaj, Rut!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *