Złoto drzew jak miód wlewa się przez okna do wnętrza domu. Jakby ktoś zapalił milion żarówek.

Ta ostatnia chwila jesieni, podobna do płaskorzeńby z lśniącego burszynu. Zanim nastanie mrok i mgły.
Napełnić nią oczy, uszy, myśli wszystkie, wsypać złote monety do skarbca pamięci, zamknąć w szkatułach. A potem, w zimowe noce brać po jednej do ręki, obracać powoli w palcach i grzać serce w ich łagodnym cieple.

Może są gdzieś indziej piękniejsze jesienie niż polskie, lecz ja ich nie znam.

Nie ma nigdzie piękniejszej jesieni od polskiej:) Ja uwielbiam nawet listopad – „Czarny trochę złoty” jak pisała Jasnorzewska. Każda odsłona jesieni zachwyca mnie co roku od nowa:)
mama trójeczki
i lubię też wiersze Pawlikowskiej- Jasnorzewskiej:)
Mnie urzekają też fiolety i czerwienie 🙂 Choć żal, że to już końcówka…
Tak, pamiętam Riv – lubisz fiolety. Marcinki wciąż kwitną niepokonane.