złocistość

Złoto drzew jak miód wlewa się przez okna do wnętrza domu. Jakby ktoś zapalił milion żarówek.

Ta ostatnia chwila jesieni, podobna do płaskorzeńby z lśniącego burszynu. Zanim nastanie mrok i mgły.

Napełnić nią oczy, uszy, myśli wszystkie, wsypać złote monety do skarbca pamięci, zamknąć w szkatułach. A potem, w zimowe noce brać po jednej do ręki, obracać powoli w palcach i grzać serce w ich łagodnym cieple.

Może są gdzieś indziej piękniejsze jesienie niż polskie, lecz ja ich nie znam.

 

 

O ruttka

Szczęśliwa żona od 22 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na złocistość

  1. mama trójeczki pisze:

    Nie ma nigdzie piękniejszej jesieni od polskiej:) Ja uwielbiam nawet listopad – „Czarny trochę złoty” jak pisała Jasnorzewska. Każda odsłona jesieni zachwyca mnie co roku od nowa:)
    mama trójeczki

  2. Rivulet pisze:

    Mnie urzekają też fiolety i czerwienie 🙂 Choć żal, że to już końcówka…

  3. ruttka pisze:

    Tak, pamiętam Riv – lubisz fiolety. Marcinki wciąż kwitną niepokonane.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *