mereżkowanie dni

Jako mała dziewczynka wychowywałam się wśród dni obiektywnie mrocznych: niedostatku, strachu, stanu wojennego, marzeń nigdy nie ziszczonych, choć niewyszukanych.
Było nas siedmioro drobiazgu i moi rodzice stawali na głowie, by zapewnić nam to, co najpotrzebniejsze.

A ludzie umieli wtedy dokonywać cudów na co dzień i na zawołanie. „Zrobić coś z niczego” nie było tylko pustym frazesem.
Na przykład pierogi z mięsem z resztek, których dziś ludzie nie dają nawet swoim rasowym psom ( moja mama chyba jak nikt inny rozumiała skalę cudu, gdy Jezus rozmnożył chleby i ryby). Sukienka ze starej zasłony. Spodnie uszyte z koca. Gumki do włosów z pociętej dętki. Nie przerażała gazeta zamiast papieru toaletowego, ani szkolna kanapka z jajecznicą.
Każdy nalewał z pustego, choć sam król Salomon ponoć tego nie umiał. I wszyscy umieli wszystko, bo nie święci garnki lepią.
Na biadolenie i użalanie się nad sobą po prostu brakowało czasu.

Moja mama lubiła piękne rzeczy i dekorować dom. Czasy były niepiękne, szare i plastikowe.
Pamiętam jak brała kawałek zwykłego materiału i wieczorami dorabiała wkoło mereżkę.
Tak, z czegoś zupełnie niepozornego, w jeden lub dwa wieczory, powstawał świąteczny obrus na stół.

My jako dzieci nigdy się nie nudziliśmy, choć nie mieliśmy Internetu, komputerów, a w czarno- białym telewizorze można było co najwyżej popodziwiać „małpę”, bo tak nazywaliśmy sygnał kontrolny emitowany przez większość doby. Mieliśmy niewiele zabawek, lecz milion pomysłów na zabawę, a dzień bywał za krótki, by je wszystkie zrealizować.
I nigdy w życiu nie przychodziliśmy do rodziców ze skargą: „Nuuudzę się. Co mogę zrobić? Wymyśl mi coś.”

Im mniej przedmiotów, tym więcej człowieka.
Nie rozumiemy dziś już tej starej prawdy i tylko w niektórych zakonach jeszcze się czasem nią żyje.
W niektórych i czasem.
Nie rozumiemy też już zupełnie, że to właśnie pochmurne i szorstkie dni kształtują nas najszybciej. Jak papier ścierny i pilnik docierają detale kunsztownych ornamentów. Nie wyrzeźbi nas spoczywanie latami na poduszkach z puchu.

* * *

Może właśnie to moje dzieciństwo nauczyło mnie dorabiać mereżkę do dni trudnych i szarych.
Każdy dzień potrzebuje takiego wykończenia – z kawałka miłości, odrobiny piękna, gestu czułości, skrawka śmiechu, kropli poezji, grama zabawy. Misternej lamówki, która – choć jest tylko wąskim paseczkiem – zmienia zwyczajność w odświętność.
– Jeden dzień jest podobny do drugiego. – stwierdził mój syn po paru dniach izolacji.
„Właśnie dlatego potrzebna jest mereżka – pomyślałam wtedy – coś innego, niezwykłego, co odróżnia jedną dobę od drugiej”.

Mereżka nie wymaga ani wielu nakładów, ani olbrzymiej pracy.
Ot, wykończenie niepozornego skrawka czasu, by stał się – mimo wszystko – wyjątkowym.
Poranny piknik kawowy z dorosłą córką na naszym wielkim łóżku, śpiewanie ludowych piosenek, bieganie po sadzie w dworskich sukniach z epoki ( okupione teraz zapaleniem pęcherza), kręcenie śmiesznych filmów, pieczone jabłka z kruszonką, rysowanie miniobrazków, dekorowanie kapliczki, zbieranie szyszek, golenie chłopaków prawie na zero ( wśród salw śmiechu i pomruków oburzenia), robienie zdjęć nieoczywistych, wieczorny seans filmowy, wyznaczenie stacji drogi krzyżowej na drzewach sadu,tetarzyk kukiełkowy, wspólne szycie, napisanie wiersza, przestawienie mebli, dwie blachy drożdżówek z jabłkami, obóz indiański na podwórku lub domek pod stołem…
Dziś to będzie wspólne oglądanie Wielkoczwartkowej mszy papieskiej i uroczysta kolacja na pamiątkę Ostatniej Wieczerzy.

* * *

Jakiś czas temu kupiłam obrus z mereżką w second handzie. Leży teraz na stole w naszej sypialni i co rano przypomina mi, że mam moc czynienia dni niezwykłymi. A z prawa do narzekania na monotonię i szarość życia ( jeśli takie prawo wogóle istnieje) nie muszę korzystać.

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

16 odpowiedzi na mereżkowanie dni

  1. Grażyna pisze:

    Jak zwykle dziękuję. Ostatnio powiedziałam do męża: ” wiesz , czytam takiego bloga… kobieta myśli tak ja ja, tylko że ona potrafi cudnie ubrać to w słowa”. Błogosławionego czasu życzę.

  2. ruttka pisze:

    ludzie z rodu Józefa:-) Zawsze się cieszę, gdy odkrywam, że jest nas tak wielu.

  3. mamapiąteczki pisze:

    kocham taką zwyczajną codzienność, dla mnie jest pełna ukrytych skarbów, choć też i trudów, ale one mnie kształtują… gubię się w sztucznie napompowanym przepychu świątecznym. I pewnie podpadnę wielu…, ale dla mnie będą to najpiękniejsze Święta, bo w końcu nikt i nic nie będzie mi GO zasłaniał… wszystkiego dobrego

    • ruttka pisze:

      Tak. Nareszcie ucichł hałas i bieganina. I możemy odkryć, że to On jest najważniejszy. Usiąść u Jego stóp jak Maria.
      Zasłuchać się.

  4. kawusiowa pisze:

    I w związku z mereżką ja, co nawet kaktusy zasuszam, kupiłam sobie bratki. Żółte na zielonych podstawkach. Przydałaby się jeszcze jakaś wstążeczka, może jak jutro wyjdę po owoce, to akurat coś znajdę. 🙂

    • ruttka pisze:

      Piękna mereżka Kawusiu. I wcale nie jednodniowa. Zeszłego lata miałam bratka, który sam wyrósł w pęknięciu betonu tuż przed wejściem do domu. Kwitł, mimo przeciwności losu, całe lato do późnej jesieni.

      • Rivulet pisze:

        I taka mereżka przemawia do mnie najmocniej 😉 U nas w ogrodzie forsycja od dłuższego czasu oświetla dni, a teraz zbierają się w sobie bez i migdałowiec… Będzie czym cieszyć oczy.
        Ściskam mocno Was obie, Rut i Kawusiu 🙂 Błogosławionych świąt!

      • Rivulet pisze:

        I taka mereżka przemawia do mnie najmocniej 😉 U nas od dłuższego czasu oświetla dni forsycja, a teraz zbierają się w sobie bez i migdałowiec. Będzie czym cieszyć oczy.
        Ściskam Was obie mocno, Rut i Kawusiu! Błogosławionych świąt!

        • ruttka pisze:

          Tak Riv. I migdałek, i narcyzy, szafirki, tulipany się prężą, brzoskwinia, śliwy, azalie… Sam Bóg obrobi nam nasze dni najpiękniejszą mereżką. Błogosławionego świętowania:-)

          • Rivulet pisze:

            Ups myślałam że się nie wysłało za pierwszym razem, bo mi się komputer zawiesił 😀 Nic to.
            Zdjęcie na górze u Ciebie też prześliczne!
            Błogosławionego :*

  5. Barbara pisze:

    Masz niezwykły dar ubierania myśli w słowa.Dziękuję za wpis bardzo mi bliski .Pokoju i błogosławieństwa życzę .

  6. Agaja pisze:

    Błogosławiona codzienność.

    Wszelkiego błogosławieństwa, Rut 🙂 Dla Was wszystkich.

  7. Dorota pisze:

    Podpisuję się pod każdym napisanym przez Ciebie słowem ?. Szare życie wynika z szarego myślenia. Pozdrawiam ??? Dorota

    • ruttka pisze:

      Wspaniała puenta Doroto. Wszystko zaczyna się w sercu człowieka – jak mówił Jezus.
      Niech On sam i Jego Słowo prowadzi Cię przez najbliższe dni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *