ukryte źródło

 

Nie piszę, bo…

Nie wiem. Nie mam wytłumaczenia.

Życie zintensywniało jak zawsze o tej porze roku, przelewa się dobrymi ciepłymi falami przez burty dni, a te coraz dłuższe, jaśniejsze.

Wszystko jest dobrze. Nie martwcie się.

Tyle jest rzeczy do opowiedzenia, ale chwilami brakuje słów, by je opisywać. Czasu też brakuje, a może go zwyczajnie szkoda na układanie czarnych liter w zdania, metafory, sensy.

Pisanie jest trochę jak dzierganie swetra na drutach. Oczko za oczkiem kolejne rządki, z wzorem widocznym na pierwszy rzut oka, z wzorem ukrytym, albo zupełnie gładkie. Nie lubię robić na drutach. Nuży mnie to i denerwuje.

Lecz- choć pisanie jest takie podobne – układanie słów było dla mnie zawsze wciągające jak magia. Bo słowa – nie wiem czy tego kiedykolwiek doświadczyliście – potrafią ożywać. Nie są martwymi dźwiękami ani graficznymi znakami, ani nawet symbolami. Potrafią żyć. Wprost spod końcówki długopisu wyskakują jak dzikie konie, spod rysika ołówka prężą się jak rasowe koty, wstukiwane na klawiaturze szumią jak drzewa. Czasami.

Ostatnio zabrakło mi mocy, by nadawać im życie, a kreślenie martwych liter nuży mnie tak samo jak robienie swetrów.

Czasem tak się dzieje pod koniec zimy, albo nawet niekoniecznie zimy. Czasem po prostu nagle czujemy jakby wyschło w nas źródło.

Nie wyschło – to pewne. Jest dokładnie tak jak w pieśni Kaczmarskiego: „źródło wciąż bije”, tyle tylko, że czasami przepływa tak głęboko, że na powierzchni nie wyczuwamy jego pulsu. Pewnie po coś są te pustynie. One zawsze są po coś, ale to odkrywamy dopiero na ich skraju.

Kiedyś jednak skorupa pęknie i uwolniona woda znów zaśpiewa. Może niedługo.

 

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *