– Co piszesz? – pyta Ala delikatnie powiewając na huśtawce.
– Wiersz. – odpowiadam krótko z hamaka.
– Aha.
Dobrze jest żyć wśród ludzi, którzy nie dziwią się takim odpowiedziom:)

Leżę pod szmaragdową kopułą leszczyn.
Śledzę gałązek wędrowanie.
Jakby – myślę- szukały oparcia tam,
gdzie go być nie może: w przestrzeni.
I – o dziwo! – znajdowały je.
Każdy liść ułożony jest bowiem
na niewidzialnej półeczce sensu,
każdy jedno-wiedzący:
jak, po co i gdzie.
Bez cienia wątpliwości, choć w przestrzeni nie do końca jasnej.
Jeżeli drżenie, to nie z trwogi.
Jeżeli spokój, to nie z powodu apatii.
Zielonymi łapkami dotykają sedna
z gruntu nienamacalnego.
Wiszę pół metra nad ziemią.
W hamaku rozpiętym
na mocnych argumentach sznurów.
Inaczej nie umiem.
Zbyt ciężka jestem od wahań.
