śmiech to zdrowie

 

– Ja ci tu mamo ustawię równiutko kapcioszki żebyś od razu miała, jak wstaniesz rano – sapie Lalcia gdzieś zza burty wielkiego łóżka.
A na nim, w blasku lampki nocnej mama, pod wieczór zwiędnięta jak ten koperek na straganie u Brzechwy, leży:)
Wieczorami ataki wirusa wzmagają się. Rośnie temperatura, głowa pęka, słabnie ciało, kości strzelają przy każdym ruchu.
Ale rodzinka ma nieco inne geny i gwiżdże na to – leżą więc pokotem obok chorej, oddychają tym samym morowym powietrzem, piją z tego samego kubka i nadstawiają się do wieczornych całusków.
– Jak się miałam zarazić, to i tak się już zaraziłam – rzuca argumentem najstarsza córka, gdy słabnącym głosem apeluję do zdrowego rozsądku: ” Nie przytulaj się”.
Tak naprawdę są mega odporni na wdzięki covida. Albo wcale go nie łapią, albo krótko, szybko i po strachu:)
Tylko ja staczam boje o ostatnie barykady jak polscy powstańcy.
Taki los, takie geny.
I co tu pomoże szczepionka? Tyle co kosa kosynierowi;)

– Dobrze, że przyjechalaś w ten weekend – mówię do Ali – Bo za tydzień byłoby już za późno.
– Ale ja za tydzień też przyjeżdżam – wchodzi mi w słowo córka – Na urodziny kolegi.
Śmieje się.
Robię urażoną minę:
– Uważam, że pogrzeb matki będzie dla ciebie ważniejszy niż jakieś urodziny jakiegoś kolegi:)
Alutka wybucha śmiechem. I – o zgrozo – przytula się.
– Mamutku – mówi czule.
– Może jest jeszcze druga taka urna świnka* jak widziałam ostatnio na pogrzebie wujka – rozmarzam się.
– Ooo, widzisz!!! Byłoby ładnie – ekscytuje się rozmówczyni.
– Może byłaby różowa? – mówię z nadzieją.
– Jutro z tatusiem sprawdzimy na mieście – szybko i rzeczowo odpowiada córka.
– A może by ta nasza skarbonka się nadała? Może się zmieszczę – podsuwam inny pomysł – I byłoby taniej.
– Tak, tak, tylko dziurę zakleimy.
– Żeby mnie wiatr nie wywiał.

* * *

I tak sobie żartujemy na tematy śmiertelnie poważne:)
Śmiejemy się, bo śmiech to zdrowie. A jak to mówią zawsze i wszędzie wszystkim solenizantom i jubilatom: ” Zdrowie jest najważniejsze. Jak będzie zdrowie, będzie wszystko.”
Nieodmiennie śmieszy mnie ta sentencja.
A śmiech to zdrowie…
et cetera, et cetera…

Więc może w końcu się wykaraskam.
Kapcioszki czekają w pogotowiu.



* Naprawdę coś takiego ujrzałam i osłupiałam z wrażenia. Urna zanurzona w bujnym kwieciu różanym łudząco przypominała pękatą białą świnkę z zadartym ryjkiem. Pewnie zamysł autora był inny, bardziej stateczny i godny, ale wyszło jak wyszło:) Chyba, że ja już mam tak dużą wadę wzroku. To też być może.
Mam swoje lata;)

 

 

O ruttka

Szczęśliwa żona od 22 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na śmiech to zdrowie

  1. kawusiowa pisze:

    Zdrowiej szybko! Covidzie, łapy precz od naszej Ruttki!

  2. Agaja pisze:

    Zdrowiej i nabieraj sił.

  3. Agaja pisze:

    Zdrowiej i nabieraj sił. Pozdrawiam.

  4. Pani Łyżeczka pisze:

    Miałam nadzieję, że już zdrowa jesteś. Wierzę, że w kubku z Giszowca nie otrzymałaś naszej miejscowej wersji wirusa (tej, która ciągnie się miesiącami…) Sił nabieraj, korzystając z życzliwości domowników 🙂

  5. ruttka pisze:

    Dziękuję Wam.
    Nie Łyżeczko, na pewno nie od Was:)
    Kubeczek co dzień mi służy.

Skomentuj kawusiowa Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *