życiodajność ciszy

 

Potrzebuję dużo ciszy, by żyć i rozwijać się normalnie, dlatego nie przerażają mnie takie chwile, godziny, ćwiartki czy połówki dni, gdy zostaję sama.

Przyjmuję je z rozkoszą. Jak głębszy oddech.


Dwoje starszych dzieci wyjechało na studia, młodsze dziewczynki w szkole, mąż ciągle coś załatwia, jeździ, pracuje. Raz po raz wpada do domu, na obiad, na kawę, chwilę pobyć razem. I biegnie, bo znów dzwonią telefony, ma umówione spotkania, montaże.


A ja wciąż mam swój życiowy przystanek. Jeszcze parę miesięcy.
Błogosławiony dzień, gdy się nań zdecydowałam. Błogosławione niedomagania, które mnie doń zmusiły:)

Bywa, że nasza słabość uczy nas mądrości. Bardzo często bywa.

 


Nie jest to czas bezczynny ani bezowocny. Wręcz przeciwnie. Pełen sensu, harmonijny, nabrzmiały od zdarzeń.

*  *  *


Potrzebuję milczenia, by nauczyć się mówić. Ciszy, by nauczyć się słyszeć. I by wypuścić pędy myśli.
Dlatego unikam towarzystwa, o którym wiem, że będzie zgiełkliwie. Dlatego raz po raz odchodzę od rozmów ciągnących się długo w noc.
Nuży mnie nadmiar słów, zwłaszcza jeśli dotyczą tylko tego świata.
– To nie ma wielkiego znaczenia – słyszę raz po raz w głębi serca trzeźwiące jak woda źródlana słowa. Przebijają się przez hałas jak źródełko przebija najtwardszą skałę.


Najgłębsza prawda jest taka, że lubię być sama, gdyż wiem, że nigdy sama nie jestem:)
Wtedy, w ciszy rzeka modlitwy płynie najspokojniej połyskując w słońcu łuską słów powiedzianych i usłyszanych, lub – jeśli akurat czas twardy – cicho przemyka pod krą cierpienia liżąc rany.

Tylko w ciszy to możliwe.
Tylko sam na Sam.

Moje godziny, ćwiartki i połówki dni zanurzone jak kwiaty łodyżkami w potoku ciszy. Takie teraz są.


To nieprawda, że tak żyją tylko zakonnicy:)

 

O ruttka

Szczęśliwa żona od 22 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na życiodajność ciszy

  1. Rivulet pisze:

    Bardzo zazdroszczę, choć pewnie kiedyś doczekam i takiego momentu. U mnie na razie cisza to towar deficytowy, bo nawet w nocy często ktoś mnie woła… A sam na sam z Nim zwykle jest jeszcze z dwójką maluchów obok 🙂 Coraz częściej łapię się na tym, że brakuje mi takiego zatrzymania.
    Dobrego odpoczynku :*

  2. ruttka pisze:

    Doczekasz:) Miałam dokładnie takie samo życie jak ty Riv. I to jeszcze zanim zostałam mamą własnych dzieci;) sześcioro rodzeństwa:)
    Cisza w końcu przyjdzie. I odpoczynek. I owoce. Wszystko ma swój czas – jak mówi Kohelet:)

    • Rivulet pisze:

      Ooooo!!! Ale super <3 Tzn z tym rodzeństwem 🙂
      Tak właśnie myślałam pisząc to, że pewnie też jeszcze 10 lat temu miałaś to, co ja teraz. Patrzę na starsze siostry we wspólnocie, które odchowały swoją gromadkę i też widzę, że przychodzi czas zatrzymania i zebrania owoców. Pięknie to Pan Bóg przewidział… Nawet jeśli każdy czas jest też bardzo trudny, bo zawsze będzie coś, co uwiera.
      Kohelet kiedyś mnie przerażał, ale już się z nim pogodziłam :))

  3. mamapiąteczki pisze:

    Takiej ciszy uczy mnie mój chory i nie mówiący synek. Można też porozumiewać się spojrzeniem, przytuleniem… wsłuchiwać się w śpiew ptaków, szelest liści na drzewach a unikać zatłoczonych hałaśliwych miejsc, ostrych dźwięków. On nie jest zainteresowany tym, za czym my tak współcześnie chcemy gonić… Widzę ile w nim radości i pogody ducha pomimo choroby… i może to jest właśnie ten KLUCZ do szczęścia i pokoju…

  4. ruttka pisze:

    tacy ludzie jak twój synek mamo piąteczki są darem dla świata, ale zrozumiemy to w pełni dopiero w tym drugim świecie.

Skomentuj Rivulet Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *