trzecia próba

Trzecia próba do naszego przedstawienia. Nikt nie wie którędy wchodzi, a którędy ze sceny schodzi. Kto za kim idzie, kto po kim mówi i jaką kwestię. A na skutek nieco szalonej osobowości naszej głównej reżyser, chaos coraz bardziej się zagęszcza.
– Nie widzę tego- szepcze do mnie za kulisami przerażona Sylwia.
– Damy radę- odpowiadam jej po stoicku.

Osoba, która gra główną bohaterkę nagle zachorowała i na próbę nie przyszła. Są też tacy aktorzy, którzy dotąd na żadnej z prób nie byli. W improwizacji przesuwamy się więc bardzo mocno na skraj absurdu. Dochodzi do tego, że z braku partnera ktoś sam ze sobą dialoguje, udając dwie różne postaci lub sam sobie podaje rekwizyt. A rekwizyt- póki co- jest wyimaginowany?

– Boże, nic z tego nie będzie! – jęczy z poziomu desek sceny Ania.
– Tu będą stały drzewa. Udawajcie jakbyście je mijali – mówi reżyser.
– My tego nigdy nie ogarniemy.- przeraża się Gosia.
– To dopiero trzecia próba- uśmiecham się do koleżanek – Czego się spodziewałyście po trzeciej próbie? Na trzeciej próbie zawsze tak jest. Na końcu wszystko będzie dobrze.
– Jesteś pewna?
– Tak.

Sylwia, Ania i Gosia występują z nami po raz pierwszy i są naprawdę przerażone tym, że nic nie wychodzi jak powinno. Nawet jak ” nie powinno” nie wychodzi.
Po prostu „kicha” i przysłowiowa „kaszanka” ?

A dlaczego ja się tym nie przejmuję?
Bo gram w takim przestawieniu już …
nie wiem który raz.
Nauczyłam się, że na początku jest coraz większy chaos i przerażenie próbuje zakraść się na brzeg łódki serca. Ba, wiem nawet, że chaos być powinien i że on właśnie jest zaczynem porządku. Że z chaosu wyłoni się jak słońce zza horyzontu ład w momencie skrupulatnie zaplanowanym, który śmiertelni zwą premierą.

Czasem, gdy z kimś rozmawiam, czuję jakby pod powierzchnią słów pytał:
– Czy moje życie ma sens? Czy nie jestem jakąś pomyłką Boga? Wszystko jest nie tak. Nie wiem co robić, gdzie pójść, rekwizyty nie pasują do sceny, a ja nie znam swojej roli. A może już zejść ze sceny?
Mam ochotę wtedy powiedzieć:
” Poczekaj do premiery. ”

Czytałam ostatnio o ks. Michale Sopoćko.
Kto go nie zna.
Jeden z głownych aktorów w sztuce pt. Boże miłosierdzie.
Umierał niemal w zupełnym zapomnieniu, a nawet otoczony pogardą, nie doczekawszy rehabilitacji prawd, ktore głosił on sam i Faustyna. Jedno z ostatnich zdań, ktore wypowiedział na scenie swego życia brzmiało gorzko:

” Kończę osiemdziesiąt lat. Moje ręce są puste.”

Kompletna porażka?

Nie osądza się sztuki po trzeciej próbie. Ani po dziesiątej.

* * *
„Nie jesteście w stanie pojąć jaką rolę odgrywa każdy z was w moim planie.”- mówi On.

Poczekajcie do premiery.

O ruttka

Szczęśliwa żona od 22 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na trzecia próba

  1. Ama pisze:

    Rutt, dzięki za te słowa księdza Sopoćki. Dziś czuję się jak on.

  2. ruttka pisze:

    Amo, nie masz jeszcze 80 lat? To nawet nie jest jeszcze twoja 3 próba. Poczekaj do premiery.
    Ps. Nasza dziś okazała się sukcesem ? Twoja też nim będzie.

Skomentuj Ama Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *